''Lekkie'' spóźnienia?
Drugi blog
Założyłam drugiego bloga, z Megu i z Tsuuki, o tematyce Yaoi: http://yaoi-by-elain-i-megu.blogspot.com/ - Zapraszam serdecznie!
TRZECI BLOG, MÓJ WŁASNY
i to jest główny powód :) Jak wiecie, zawiesiłam. Jestem teraz na drugim blogu własnym - http://male-wiaderko-elain.blogspot.com/Zapraszam!
Komentarze
Jeżeli już tutaj zawitasz, to proszę, zostaw jakiś prezent po sobie, serio, to mega cieszy! Zaciesz 5 godzin na ryjcu XD!

wtorek, 24 grudnia 2013

ZAWIESZAM

Tak, przykro mi to pisać..ale niestety jest to prawda. Jakoś straciłam wenę do tego bloga. Nie kończę go, bo szkoda i jest moim pierwszym blogiem o bohaterach z naruto. Zawieszam na czas nieokreślony...zobaczymy jak to będzie. Postaram się napisac rozdziały i wkleić w jak najbliższym czasie.
Za to zakładam nowego bloga, do którego mam już całkowity obraz. W rękawie pare rozdziałów, więc spoczko. Trzeba tylko dopracowac i będzie gites majonez. Zapraszam na niego, link znajdziecie w zakładce ,,linki'' :) Przepraszam was kochani jeszcze raz...
WESOŁYCH ŚWIĄT!

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział szósty II Przypuszczenia rodzą wiele pomyłek, istotnych pomyłek.

  Popatrzyłam na atakującą mnie osobę i próbowałam zidentyfikować kim ta osoba jest, ale... w pokoju było za ciemno, to na nic. Poczułam ciepły oddech znów na mojej szyi, co przyprawiło moje ciało o kolejne drgania. Ma koleś tupet...jak tylko dowiem się, kto to jest, to przysięgam spa...
- Umgurururu...cyufuszki.
Nie żebym dobrze słyszała ani coś..., bo zazwyczaj, to jedyna ja jestem głucha i czegoś nie dosłyszę, ale, kto normalny, by to zrozumiał?
Aa! Mam!
To pewnie ten farmerowy siekacz ogórków, dusi się pod tą swoją maską. Co, ubezpieczenia się na tlen nie wzięło? Ha! I jeszcze ten szczyl tak beztrosko na mnie wchodzi, a potem darzy mnie tym swoim niezwykle przyjemnym oddechem ,od którego prawie nie zwróciłam, hoho kolego,za dużo tego!
- Hatake, złaź ze mnie. - warknęłam próbując go ściągnąć.
Cisza i kolejne mruknięcie oraz tym razem, towarzyszące dotknięcie mojego biodra.
Zapewne, wyskoczyła mi żyłka na twarzy. Odciągnęłam jego rękę z biodra i zdmuchnęłam grzywkę z twarzy.
- Hatake! Powiedziałam coś!
- Zamiast przerywać mi sen, może zauważyłabyś, że leżę obok ciebie, a nie NA tobie. To istotna różnica, nie sądzisz? - nagle usłyszałam jego głos tuż przy moim lewym uchu.
Odwróciłam w tamtą stronę głowę, faktycznie, jeżeliby się dobrze przyjrzeć dane było zobaczyć mi jego zarys twarzy. Oczywiście, zakrytej, bo jakżeby to zaufać swoim przyjaciołom i odetchnąć normalnych powietrzem. Ten człowiek jest nienormalny, ale wróćmy do rzeczywistości.
 - A więc kto... - nie dokończyłam, bo białowłosy mi przerwał.
 - Nie wiem, jesteś dorosłą kobietą, idę spać. Dobranoc.
  Nie odezwałam się nic. Mogło go to zapewne zdziwić, spodziewał się pewnie jakiś krzyków i prób proszenia go o zdjęcie ciężaru z mojego ciała. A gdzie tam! Mimo wszystko, bardziej niż wszystko nie spodziewał się zapewne tego, co nastąpiło po mojej ciszy.
 - Ha-ta-ke! - ścisnęłam dłoń w pięść i cudem odrywając się od łóżka, celował już w twarz Hatake.
 - Czyli nici ze spania? - zablokował moje uderzenie z nienaturalną szybkością, aby następnie złapać moje obie ręce w uścisku i zakładając je do tyłu. Stał już w tej chwili za mną, wyginając mnie jakobym była łukiem. - Shinobi powinien rozważać swoje ruchy i przemyśleć działanie oraz bystrość przeciwnika, panno Hagane.
  Prychnęłam i jak najszybciej wyrwałam się z jego uścisków. W chwili gdy odskoczyłam od niego, zapaliło się światło. Satoru przecierając swoje oczy ze zmęczenia, oparł się o ścianę i spojrzał na zegarek.
 - Jest pierwsza w nocy, co was wzięło?
 - Myślisz, że takim czymś zdobędziesz zaufanie innych?! - ignorując Satoru, kierowałam swoją złość wprost na Hatake. Siedział na przeciwko mnie po turecku, oczywiście - nie okazując żadnych emocji. - Gdyby ten kto mnie zaatakował był niebezpieczny, to co wtedy, ha? Też byś się odwrócił i dalej spał?!
 - To nie był przestępca, tylko nasz lunatykujący dziadziuś. - odpowiedział nie spuszczając ze mnie wzroku.
 - C-co ja? Co się stało? - zaczął przebudzać się owy sprawca. Zacisnęłam jeszcze bardziej pięści.
 - Do jasnej cholery, chyba nie rozumiesz powagi sytuacji! Żebyśmy mogli swobodnie walczyć, musimy sobie zaufać! A jak mam ci zaufać, do cholery, gdy nie pokazujesz nam swojej twarzy, nie mówisz nam nic o sobie, nie bronisz swoich towarzyszy, a co najważniejsze, przechodzisz obok problemu nie ruszając nawet ręką!
  Jego brew podskoczyła, jednak wzrok się nie zmienił. Wstał,a potem odwrócił się na pięcie. Myślałam, że ma zamiar wyjść z pokoju, jednakże pomyliłam się. Stanął odwrócony do mnie tyłem, po czym odwrócił się do mnie profilem twarzy darząc mnie agresywnym spojrzeniem.
 - Zaufaniem darzą się dwie osoby. Tak jak powiedziałaś: nie rozmawiam z wami, nie opowiadam o sobie. Więc skąd możesz wiedzieć czy mam do ciebie zaufanie czy nie? Ty jednak postawiłaś sprawę jasno - nie ufasz mi. Sprawa jasna. Tą osobą, która nie chce zaufać, jesteś ty, panienko Hagane.
  Popatrzyłam na niego raz jeszcze i zgrzytnęłam zębami. Całe moje ciało zaczęło drżeć, aż złość się wylała i przelałam ją na atak fizyczny... podłogi.
  Gdy cały pokój się zatrząsł, a liczne obrazki pospadały, kierowałam wzrok na moją wbitą pięść w podłogę, która chwilę potem się załamała i odleciała uderzona część.
 - Nic o mnie nie wiesz Hatake, więc jakim prawem osądzasz czy umiem ufać, czy nie?! Jesteś tylko podłym bydłem, które urwało się z uwięzi i nie wie w kogo uderzyć najpierw.
  Przemilczał, a gdy uniosłam się nad dziurą i spojrzałam wściekła w jego oczy, odpowiedział.
 - Twierdzisz, że jesteś jedną z tych, którą chcę trafić?
 - Nie. - tym razem to ja się odwróciłam i wyskoczyłam przez balkon. - Twierdzę, że jestem bykiem, którego spotkałeś na swojej drodze. Różnię się tym od ciebie, że jestem na uwięzi.
  Nie czekając na jego odpowiedź, gdy stanęłam na trawie, ruszyłam od razu przed siebie, przypominając sobie współrzędne obozu.
  Jest ciężej niż się spodziewałam...
***
  Około ósmej rano stanęłam przed bramą do wioski Shitengakure (wioski gałęzi), gdzie miała znajdować się aleja suchych drzew, która doprowadzi mnie do obozu. Shitengakure, jak mówiła Tsunade, jest podporządkowana Konosze ( jkdbgadsgahkjsdbaghd, jak ja nie lubię odmieniać słowa ,,Konoha'' ;_; - Od.Aut.)  Ninja z tej wioski noszą takie same odznaki jak z Konohy. Gdy ninja z Shiten zdobędą miano chuuninów, mogą wprowadzić się do Konohy. Jakby to nazwać...jest to ,,przechownik'' Konohy.
  Przeszłam przez bramę i zaczęłam rozglądać się po wiosce. W architekturze była bardzo podobna do Konohy. Ludzie również uśmiechali się sympatycznie, przyjemnie było podziwiać ich życie z daleko, to było moim ulubionym zajęciem podczas tego krótkiego czasu w mojej wiosce.
 - Słyszałaś? Podobno pozostała dwójka kruków już przybyła, jednakże chwalebni są niezadowoleni. - usłyszałam nagle rozmowę dwóch kobiet w sklepie. Zainteresowana, bo przecież wspomniały coś o krukach, powędrowałam do sklepu w celu zakupienia czegoś na obiad.
 - To znaczy?
 - Podobno, przybyła ich trójka, a nie dwójka! - szepnęła przejęta kobieta, do drugiej, a ta zakryła z zaskoczenia usta dłońmi.
 - Żartujesz!
 - Naprawdę! Chwalebni się tego nie spodziewali, będą musieli załatwić kolejnego trenera. Poza tym w przepowiedni, było przecież powiedziane, że ma nadejść piątka kruków szkarłatu.
 - Może źle przetłumaczona księgę, wiesz... w tamtych czasach...
 - Przepraszam! - przerywając im, wepchnęłam się między obie kobiety i uśmiechnęłam się miło.
 - A-ach, tak. Słucham. W czymś możemy pomóc? - odpowiedziała jedna, lekko zszokowana.
 - Usłyszałam przez przypadek, że rozmawiały Panie o krukach szkarłatu. Wiedzą może Panie, gdzie się ta trójka znajduje?
 - W tej chwili zapewne dotarli już do Tsukichiri.
  Tsukichiri, ta nazwa o której wspominał dziadziuś. Czyli muszą być już w obozie!
 - A wiedzą może Panie, w jakim tempie można tam dotrzeć? I jak najkrócej?
 - Ach, droga panienko! Przez most mogą przejść tylko kruki, oraz ich nauczyciele.
  Uśmiechnęłam się pod nosem. A więc zamykając nas w miejscu bez żadnych normalnych ludzi? Hmmm, czyżby było z nami coś nie tak?
 - Rozumiem, jednakże, chciałam tylko się czegoś dowiedzieć.
 - Przez aleję drzew, można dojść tam w dwanaście godzin, jeżeli komuś się spieszy, można tam dotrzeć za pomocą przemiany w prawdziwego kruka i przelatując przez pieczęć. Takie są legendy.
  Westchnęłam, zamieniać się jeszcze w inne stworzenie, niż pedofil dziecięcy nie umiem. Zostaje mi te dwanaście godzin. Muszę jak najszybciej ich poznać! Podziękowałam kobietom i wybiegłam ze sklepu. Na wprost głównej drogi ukazała się wspominania wcześniej aleja. Nie grzeszą ukryciem. Gdy tylko poderwałam się do góry, usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię.
 - Kasuuuumi!
  Odwróciłam się przerażona w stronę wołającego i ujrzałam moich kochanych trzech towarzyszy.
 - Aaah. - klepnęłam się w czoło i westchnęłam. Czekając aż dojdą, podeszłam do pobliskiego sklepu i kupiłam pobliskie smakołyki. Ciekawe czy dzieciaki się zlecą...hehe...heh...he.
 - Kasumi! Dlaczego nie poczekałaś na nas? - pierwszy dotarł do mnie zdyszany Satoru.
 - Nie jestem typem osoby, która jeżeli ma dużo wolnego czasu, to woli go zaprzepaścić. Wy mieliście jeszcze czas, ja także, mimo wszystko wolałam być szybciej niż później.
 - Jeżeli wyruszylibyśmy o tej godzinie, o której mieliśmy zdążylibyśmy na czas, panieno Kasumi - odezwał się Dziadziuś.
 - Nie ważne, podobno tam, na miejscu, mają jakieś problemy - dodałam, ruszając na przód.
 - To znaczy?
  Westchnęłam. Jak tu im szybko wyjaśnić, nie opisując wszystkich szczegółów?
 - Zamiast dwójki pozostałych kruków, przybyła trójka. - wypowiedziałam szybko i zwięźle. Satoru i Hatake szli nadal za mną, jakoby nie słysząc tego co powiedziałam, a Dziadziuś zrównał ze mną krok.
 - Co masz na myśli? - zapytał, zaciskając brwi.
 - Podsłuchałam rozmowę tutejszych, podobno ,,Chwalebni'' - za pomocą dwóch palców wykonałam ruch, świadczący o cudzysłowu.  - mają problem z uczniami, ponieważ przybyło ich więcej niż się spodziewali. Prościej mówiąc, nie spodziewali się tego jednego. Szukają teraz nauczyciela dla niego.
   Dziadziuś się zamyślił, po czym złapał się ręką za brodę i zapadł w milczenie. W tym czasie dawno już doszliśmy do początku alei, wyjaśniłam co i jak, a potem ruszyłam w stronę drogi.
 - Zaczekaj. - złapał mnie staruszek. Oglądnęłam się w jego stronę i zobaczyłam jak wykonuje jakieś nieznane mi jeszcze pieczęcie.
 - Fujitte. - szepnął, a ja chwilę po tym straciłam obraz i trwałam tak w bezruchu.
  Strach otoczył całe moje ciało, jakoby ciężką pierzyną. Nie mogłam mówić, nie widziałam nic, nie mogłam się ruszać. Straciłam słuch, nie wytłumaczyli mi nic. Po chwili jednak ujrzałam białe światło, z którego wylatywały czerwone ptaki. Zaraz po tym zaczęłam odzyskiwać słuch, jednakże jedyną rzeczą, którą słyszałam był odgłosy ptaków.
  Gdy próbowałam coś powiedzieć, wydawałam tylko...ciszę. Głuchą ciszę, którą zabijały piski kruków, jak się zorientowałam.
  Podeszłam do białego światła i stanęłam już po drugiej stronie, a moje palce poczuły przyjemny, morski piasek. Rozglądnęłam się dookoła, prościej mówiąc, znajdowałam się na plaży, a nieopodal rósł sad pełen śliw, wiśni i innych owoców. Piasek zaczął się zmieniać w trawę, a na moją twarz wpłynął momentalny i niekontrolowany uśmiech. Na drzewach siedziały czerwone kruki, wlepiając swoje ślepia w moją osobę. Nie było to na szczęście spojrzenie, jakim się darzy osoby inne od nas; wręcz przeciwnie - witały mnie, jakobym była z ich rodziny. Przed moimi oczami przebiegło dziecko. Co dziwne, dziecko w stroju wysokiej rangi ninja.
  Poderwałam rękę do góry, jednakże nie mogłam krzyknąć, ani nic zrobić. Zniknął tak szybko jak się pojawił. Ciekawość została, dzięki czemu można się domyślić, że już gnałam między drzewami, szukając dziecka.
  Biegłam, zahaczając o wyrastające korzenie drzew.
 - Czasami, zastanawiam się, dlaczego zawsze za mną biegacie? - dobiegł mnie głos za mną.
  Odwróciłam się i ujrzałam tego samego chłopca, sprzed paru minut. Niepewna do niego podeszłam i wyciągnęłam w jego stronę rękę, chcąc coś powiedzieć, jednakże kończąc na tym samym, z czym tutaj przybyłam - z ciszą.
  Prychnął, widząc moje zmieszanie wywiązujące się z niemocy mowy.
 - A także, zawsze, ale to zawsze każdy z was, nie umie wydusić żadnego słowa. Macie to do siebie, że jesteście tacy sami.
  Otworzyłam szeroko oczy, a gdy chłopak usiadł przede mną na trawie, wpatrując się we mnie smętnym i znudzonym wzrokiem, uczyniłam to samo. Usiadłam przed nim i zaczęłam podziwiać jego ,,inność''. Oczywiście, z początku wyglądał niczym normalny chłopiec. Jasno karmelowe włosy, lekko zasłaniały mu czoło. Miodowe oczy, przesiąknięte matowym blaskiem. Matowy blask? Niby absurd, jeżeli blask, to nie może być matowy. Mimo wszystko, to określenie oczu chłopca było najbardziej odpowiednie - wyglądał jakoby głęboko, głęboko skrywał w swoich oczach niepowtarzalny blask silnych uczuć, jednakże to wszystko było okryte twardą warstwą rzeczywistości. Śniada cera dodawała mu uroku wiecznej i fantastycznej istoty, którą faktycznie mógł być. Gdy tylko zamknął na chwile oczy, z jego pleców wyrosły czarne skrzydła, okryte cierniami, a spod skrzydeł wychodziła krew. Widok był okrutny, automatycznie sprawiający ścisk w sercu.
 - Gdybyś potrafiła mówić, powiedziałabyś zapewne to co każdy, kto tutaj był i także był niemową. To strach. Widać to z waszych oczu. Ból, czuć to z waszego serca. Współczucie, wyciągacie bezradnie swoje ręce  w moją stronę. Dlatego stwierdzenie, iż ludzie różnią się pod wieloma względami, jest błędne.
  Gdybym mogła zamilknąć, a nie cały czas milczeć, zapewne bym to zrobiła. Przyglądałam mu sie niczym zbity pies, po czym gdy otworzył wreszcie oczy ujrzałam łzy...pierwszy raz w życiu, ujrzałam tak prawdziwe łzy. Chociaż nie. Drugi raz w życiu. Takie same.
 - Nigdy nie spotkałem tu człowieka, który mógłby od razu mówić. Zastanowiłby się, zanim by pobiegł. Nie ukazywał bólu, strachu, współczucia...tylko po prostu by zrozumiał. Jego oczy, byłyby takie same. Serce, biłoby w ten sam sposób. Dłonie pozostałyby w bezruchu. Byłby lustrem, odbiciem samego mnie. Już wiem, czym jest więzienie. - załkał ponownie, po czym wstał i odwrócił sie na pięcie. Zacisnął dłonie w pięści i ruszył na przód. - Żegnaj, człowieku.
  Gdy już dotarł prawie na sam koniec, poczułam jak z mojej klatki piersiowej przebiega powietrze, aż do gardła. Odetchnęłam głośno, łapiąc się za gardło. Moje serce zabiło teraz w trochę innym tempie, spowalniając, sprawiając wrażenie serca człowieka przed śmiercią. Cały czas przed sobą miałam obraz jego łez, a po chwili ten obraz przeniósł się wprost na mnie. Poczułam ciepłe łzy na moich policzkach,a chwile po tym ogarnęło mnie uczucie ogromnego cierpienia, pod postacią zamkniętych uczuć. Z moich pleców zaczął kształtować się szkielet, szkielet skrzydeł. Zaczęły wyrastać pióra, z początku białe, skrzydła zaczęły otulać mnie najzwyklejszą miłością. Wydałam z siebie łatwiejszy oddech, a zaraz potem jęknęłam w bólu, czując jak skrzydła zaczynają przesiąkać krwią, stając się czarne, a potem padają na całą mnie liczne łańcuchy. Zanim upadłam poddając się temu dziwnemu uczuciowi, pokierowałam jeszcze wzrok ku chłopcu i szepnęłam pierwszy raz w tej chwili jakieś słowo.
 - Youske...
   W chwili wypowiedzianego przeze mnie słowa, chłopiec odwrócił się z szeroko otwartymi oczami,a jego obraz zakłóciło mi słońce. Wszystko znów zniknęło, wszystko ustąpiło miejsce ciemności.
 - Kasumi...Kasumi!
  Usłyszałam głosy wychodzące z oddali.
 - A-ach, co się dzieje? - powoli zaczęłam otwierać oczy, z ciężkim trudem. Zdziwiona, zauważyłam, ze leżę na podłodze a wokół mnie nachylają się wszyscy z wyjatkiem Hatake.
 - Przenieśliśmy się i straciliśmy przytomność, jednakże u każdego z nas nie trwało to powyżej minuty. Nie możemy Cię obudzić od piętnastu minut, co najmniej. Dobrze się czujesz? - wytłumacz Satoru.
  Syknęłam, wstając i spojrzałam na wielką bramę przed którą staliśmy.
 - Pomijając. Gdzie jesteśmy? - spytałam, powoli podchodząc do Hatake.
 - Przed obozem, wszystko jest otoczone barierą. - podszedł do nas dziadziuś i dotknął niewidzialnej ściany. - dotknijcie teraz, w tym samym miejscu, skrwawionym palcem.
  Spojrzał na niego jak na urwanego z psychiatryka, ale nie odpowiedział mi nic więcej. Westchnęłam, mówił serio. Skaleczyłam się w palec, po czym dotknęłam bariery.

  Po przejściu przez bramę, ukazało się nam pole obozu. Dalej, przed nami, stał szereg domków, blisko do siebie postawionych. Plac otaczały wyżyny i góry, a na wprost zachwycał swoją wielkością wodospad. Wszystko było wyrwane niczym z jakiegoś filmu przygodowego, opowiadające o szkole przetrwania. Nie mniej jednak, miało w sobie to coś, że chciało się wszystkiego dotknąć i zbadać. Naprzeciwko nas pojawiła się dwójka ludzi, ubranych w czarne płaszcze. Zdziwiona, całym zjawiskiem (Było plus dwadzieścia), napotkałam ostre, kobiecie spojrzenie.
 - A więc jesteście. - powiedziała, odsłaniając kaptur i ukazując swoje blond loki.
 - Przepraszamy za spóźnienie, wszystko przez problemy na drodze. - podszedł do niej dziadziuś i wręczył jej jakieś pismo z pieczęcią.
  Stojący obok niej mężczyzna, również zdjął kaptur i obdarzył nas szerokim uśmiechem. Skierował swój wzrok na mnie i podszedł, podając swoją dłoń.
 - Witam Panią Hagane, będę jednym z Pani nauczycieli. Nazywam się Hiroshi Sasame, ale proszę, abyś wołała na mnie Hiso. - przytaknęłam głową, lekko otępiała.
 - Mam pytanie. - odezwał się nagle zamaskowany, podchodząc bliżej mnie. Obdarzyłam go wściekłym spojrzeniem i ruszyłam do przodu, razem z Mistrzem rozmawiającym z kobietą i Satoru. Pozostała dwójka zostawała w tyle, zawzięcie o czymś rozmawiając.
  Musze przyznać, że dziwnym zjawiskiem dla mnie było, podporządkowanie się Kakashiego, mężczyźnie o niewiele od niego starszym. 
  Gdy weszliśmy na piaskowe pole, ujrzałam trójkę ludzi, ćwiczących zawzięcie pod wodospadem z pozostałymi trenerami. Widać było, że ćwiczyli od dłuższego czasu, pot spływał po ich całym ciele, ledwo co odskakiwali od ziemi.
 - Stop! - krzyknęła blondynka, podchodząc do pozostałej szóstki. Machnęła ręką, coś szepnęła do trenerów i nagle wszyscy ukazali się mojej osobie. Niepewnie uśmiechnęłam się, a mój uśmiech odwzajemniła tylko dziewczyna i chłopak w czerwonych włosach. Pozostały, bezimienny o brązowych włosach, nie drgnął niczym.
 - Witamy was, jesteśmy pozostałymi członkami grupy. Jestem ich opiekunem, co nie wiąże się z nauczaniem. Przedstawcie się sobie. - odrzekł staruszek, odchodząc w bok.
  Nastąpiła niezręczna cisza, którą przerwał maniak anonimowości.
 - Kakashi Hatake, Joonin. Lat dwadzieścia dziewięć.
  Nie uniknął oczywiście mojego karcącego i znudzonego spojrzenia. Podali mu dłonie, witając się z nim. Następnie głos przejęła dziewczyna, Zaku Hajimema. Chłopak o czerwonych włosach nazywał się Yuu Futaba, a ostatni przedstawił się tylko jako Ota. wszyscy wydawali się całkiem mili i rozsądni, nie to, co nasza grupa. Gdy Satoru się przedstawił, przyszedł czas na mnie.
 - No to... Nazywam się Kasumi Hagane i miło was poznać... - podrapałam się zakłopotana po głowie, a potem uścisnęłam dłoń każdemu z pozostałej trójki.
 - Nam także! - oznajmiła dziewczyna, ściskając moją dłoń.
 - Nasza Zaku będzie miała z kim wreszcie normalnie porozmawiać - śmiejąc się, dodał niejaki Yuu. Ota się nie odzywał.
 - Hej! Chodźcie, Hiso-sensei i Akura-sensei muszą wam w końcu wytłumaczyć wszystko - dobiegł mnie głos naszego staruszka, a więc ruszyliśmy szybko w stronę, do której nas nawoływali.
 - Ile już ćwiczycie? - spytałam Zaku. - Pewnie z kilka godzin?
 - Co ty, dziewczyno! - krzyknęła, uśmiechając się jednak przy tym. - Przybyliśmy tu dopiero dwie godziny temu, a od godziny ćwiczymy. Zrozumiesz, jak przeżyjesz coś takiego. Jeżeli mamy ćwiczyć tak po kilka godzin, nie przeżyję tu dnia.
  Uniosłam brew w geście zdziwienia, po czym westchnęłam. To będzie ciężka praca.

  Gdy siedzieliśmy już na kamieniach koło wodospadu, a małe kropelki wody co chwile gościły na mojej szyi, ujrzeliśmy przed sobą dwójkę nauczycieli. Mojego senseia, Hiso, oraz wcześniejszą blondynkę Akurę.
 - Macie prawo wiedzieć po co tu jesteście, a więc wam powiemy. Chociaż zapewne coś już wam ktoś mówił, być może wasi władcy, jednakże powiedzieli wam małą część najważniejszego. - zaczęła kobieta, zdejmując płaszcz i ukazując się w całej istocie. Satoru i Yuu wytrzeszczyli oczy, Hatake i Ota pozostali tak jak byli, a my z Zaku tylko westchnęłyśmy.
 - Jak już wiecie, każdy z was przechodzi osobny trening, ale także pojawiają się wspólne. Macie osobnych nauczycieli, których poznacie i będziecie mieli czas na porozmawianie z nim po tej rozmowie. Jedynym wyjątkiem z was wszystkich jest Kasumi. - wszyscy spojrzeli w moją stronę, a mistrz Hiso kontynuował. - To jest akurat sprawa Hagane i jej nauczycieli, a więc prosiłbym, aby nie wtrącać się w to za bardzo. Słyszeliście, że zaczęli was nazywać pięcioma krukami szkarłatu?
  Wydaliśmy coś na kształt pomruku, a nauczyciel mówił dalej.
 - No właśnie. Pięć. Przybyło was sześciu, jednakże na szczęście wszystko się wyjaśniło. Ota jest...jakby to powiedzieć, pomocnikiem. Może tak. Nie bierze szczególnego treningu, nie jest jednym z was. Jednakże, odkrywa również ważną rolę, jako wasz przełącznik. O tym dowiecie się później, mniej ważne. Wracając, kruki szkarłatu, to pięcioosobowa grupa ludzi, złączona ze sobą silnymi więziami, już od dziecka. Nie musicie się znać, choć możecie, od dziecka macie wspólną, ogromnie silną więź. Nie można tego naukowo wyjaśnić. Jesteście dziećmi z przepowieści, które mają uratować to co zostało. Niedawno zakończyła się Wielka Czwarta Wojna Shinobi. Nie, to nie był koniec. To dopiero początek. Księżyc, ma takie właściwości, że może sam dojść do uwolnienia księżycowego oka. Wystarczy tylko obudzenie Dzięcioogoniastego, który wysyła sygnały, nawet o tym nie wiedząc. Księżyc sam się aktywuje, jednak nie z takim skutkiem, jak wszyscy podejrzewają. Zamiast Genjutsu, wystawia na świat pięciu Ginki (Gin no kishi - rycerze srebra). Dlatego prawdopodobnie Pięć Kruków Szkarłatu. Wszystko niby jakoś się wiąże, ale... - westchnął, drapiąc się po głowie. - trudne jest do zrozumienia. Wracając. Przebywacie tutaj, aby przygotować się do bliskiej walki, obrony wszystkiego. Nie będzie to trening, który znacie. Fizyczny, zapewne, ale i psychiczny. W większości umysłowy. Kasumi - tu spojrzał na mnie nieco poważnym wzrokiem, lecz potem znów złagodniał. - ty będziesz odgrywała najważniejszą rolę.
 - Ja? Dlaczego? - spytałam, przechylając się automatycznie bliżej mistrza.
 - Zapewne miewasz zawroty głowy, nachodzą Cię dziwne wizje.
  Jakoby czytał mi w myślach.
 - No właśnie. - odrzekł. - Nie bez powodu. Twoje wspomnienia są zapieczętowane, abyś nie wybuchła całą mocą, którą trzymasz w sobie. Do czasu. Większość z was, nie może przypomnieć sobie niektórych zdarzeń z dzieciństwa, ale nie tak jak Kasumi. Ona nie pamięta praktycznie połowy ze swojego życia.
  Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja siedziałam w bezruchu. Dopiero to teraz do mnie dotarła...Miał rację... Nie pamiętam nic ze swojego dzieciństwa, nic. A tak bardzo chciałabym, chciałabym mieć piękne,a nawet smutne wspomnienia. Jestem ciekawa, co robiłam jako dziecko, kogo znałam, co czułam...
 - Mamy nadzieję, że choć odrobinę zrozumieliście. A teraz, każdy z was skieruje się z trenerem do właściwych domków. - odrzekła Akura-sensei i skierowała się do Oty.
 - Kasumi. - podszedł do mnie Hiso-sensei i podał mi swoją dłoń, uśmiechając się szeroko. - Mam nadzieję, że będzie się nam dobrze pracowało.
  Uśmiechnęłam się również, wstając.
 - Ja również.
  ***
No więc kochani, parę ogłoszeń parafialnych. 
Po pierwsze, przepraszam za wszystkie błędy stylistyczne, interpunkcyjne i inne. Pisałam rozdział na szybko, bo wiem, że zwlekałam już z nim dosyć długo. Sama jeszcze się zastanawiam, czy ktoś tu jeszcze zajrzy i mnie nie opierdzieli z góry na dół. 
2: Przepraszam za swoje lenistwo z góry, z komentarzami. Obiecuję wam po tysiąc razy, że przeczytam wasze opowiadania. Oj kochani, to tak jak powiedziałam, zwykły LEŃ. Nie mogę się jakoś najnormalnej w świecie do tego zabrać. Więc wolę już nie obiecać, po prostu, jutro mam wolnę, więc jak zdam się na swoją wolę i przeczytam...to możecie być ze mnie dumni. 
Po kolejne, zaczynam tracić powoli wenę co do tego bloga. Być może dlatego, że przewidziałam akcje do samego końca, a to będzie jeszcze tak z parę dobrych rozdziałów, zanim dojdzie do końca. Najzwyczajniej w świecie, pierwszy raz nie chce mi się pisać na tym blogu. Straciłam wenę do tego, czy coś...ale odkąd pamiętam, zawsze tak ze mną było, nie umiałam spokojnie dokończyć opowiadania, zawsze stawało na kilku rozdziałach i koniec. Albo miałam następne pomysły i następne, i następne... Tak zazwyczaj to u mnie jest.
4 - U mnie w chuj nauki, nie wyrabiam już czasami, dlatego także nie chce mi się nawet ogarnąć rzeczy na komputerze. 
Po piąte, mam nowego bloga z Megu. Ale o tym wspomniałam wczesniej, adres macie na górze. 
Nie wiem kochani, jak to się dalej potoczy, na razie nie zawieszam, ale chcę was tylko uprzedzić, że rozdziały będę pojawiać się w dużych odstępach czasu.
Przepraszam was za wszystko i dziękuję.
Adious!

wtorek, 22 października 2013

Rozdział piąty II ,,Wyjaśnień ciąg dalszy''

No więc tak kochani, na początek chciałam wam tylko powiedzieć parę wiadomości. Mianowicie, jeżeli w większości nie zrozumiecie tego co chcę wam przekazać poprzez rozdział, proszę,przeczytajcie go jeszcze raz, próbując wczuć się w uczucia bohaterów. Czasami tak mieszam, że to trzeba się wysilić aby zrozumieć o co mi chodzi. Będą się pojawiały nowe pojęcia, lub jakieś wymyślone przeze mnie historie, których możecie nie zrozumieć do końca. Tak jak między innymi te Kruki szkarłatu, będę się starać to powoli wyjaśniać, jednakże nie chcę wszystkiego wyłożyć wam na talerz, bo chcę zrobić to stopniowo. Jednakże, jeżeli źle wam się czyta coś czego za cholerę nie rozumiecie, to postanowiłam po trochę wyjaśniać. O Krukach dzisiaj będzie trochę więcej, jednakże o tajemniczym Satoru to musicie sobie troszkę poczekać. Bo mówię, jeżeli opiszę wam jego czy całkowicie historię,która łączy bohaterów, to będziecie wiedzieli o co chodzi i będzie to do dupy. Będę was powoli wprowadzać, przepraszam z góry za wszystko i zapraszam gorąco.

~

  Siedziałam na tarasie, z wywalonymi nogami na balustradzie. Przeczesałam ręką rozwalone włosy, których nie zdołałam jeszcze ułożyć i patrząc na wprost, podziwiałam jezioro nieopodal. Po wczorajszej sprawie, Tsunade kazała się nam wrócić do domów, spakować i przespać. Wyszłam najszybciej z biura, ponieważ bałam się takich pytań ze strony Kakashiego, czy podejrzanego Satoru. Pytania typu: Co sądzisz o tym? Wiesz cokolwiek o tych Krukach? Nie umiałabym w jednym procencie odpowiedzieć na nie poprawnie i zadowalając pytającego, ponieważ nie wiedziałam sama o co w tym wszystkim chodziło.
 - Ech, za dużo tego... - westchnęłam i złapałam się ręką za kark, po czym zamknęłam oczy.
  Gdy dotarliśmy wczoraj z Hatake do stanowiska Hokage, odpowiedziała nam poważnym powitaniem. W sali znajdował się także ten czarny wiedźmin, który niby nosił imię Satoru. Razem z tym starym dziadziusiem, opiekunem czarnego wiedźmina, zaczęli nam tłumaczyć o tych ,,Krukach Szafiru''. Oczywiście, nie było to wytłumaczenie, co, gdzie,jak, po co,na co? Po prostu, skrócili to tak: Pięć Kruków Szafiru, ma zacząć się przygotowywać do dnia, gdy rozszyfrują księżycowy pył, a księżyc okryje się szkarłatem. Zaczynacie trening, jutro o 5 nad ranem, na rynku Konohy, koło wielkiego pnia. 
  I tyle. Nie było to wielkim wyjaśnieniem wszystkiego, jedynie wstępem do historii czegoś. A co było tym ,,czymś''? Tego cała nasza trójka nie wiedziała, dowiedzieć mieliśmy się dopiero na treningu. Dzisiaj wyruszaliśmy do obozu treningowego, mamy iść dwa dni. Jak na wyprawę, to mało, według oczywiście Tsunade. Miejsce treningu znajduje się na szczęście blisko Konohy, tak więc dla nas zdaje się to być wygraną na loterii. Pozostała dwójka (O której dowiedzieliśmy się od Tsunade, dopiero wieczorem, bo sobie ,,zapomniała'') ma odrobinę dalej, tak więc muszą przemieszczać się jakimś innym środkiem transportu.
  Tak więc, zupełnie nie mam pojęcia kim są te Kruki Szafiru i niby z jakiej paki, ja jestem jedną z nich, ale wolę nie pytać, i nie mieszać sobie bardziej w głowie. Jednakże, mnie - osobę poszkodowaną umysłowo, która powinna mieć żółte karty, zachowującą się pedofil w przebraniu modliszki i do tego gadająca przez sen o turkusowych muchach - nie zastanawia tak bardzo, dlaczego ja, bo mi mogą jeszcze niedługo dać zaświadczenie, że należę do osób z chorobą pełnostopniową, rozdwojeniem móżdżka głupoty, a ja wcale bym się nie zdziwiła. Bardziej zastanawia mnie to, dlaczego ten wsiowy farmer i wiedźmin w przebraniu wróżki. Czasami jednak lepiej czegoś nie wiedzieć, niż wiedzieć, tak więc zostawiam to w spokoju.
  Migawki wspomnień znowu się nasiliły, a szczególnie wtedy gdy przebywam bliżej Hatake i Satoru. Nie wiem co się dzieje, jednakże stary dziadziuś powiedział mi, że on wie jaki mam problem, i na obozie będę mogła nad tym popracować. Pomijając to, że od dziadziusia wali zgniłym pasztetem z aromatem paszczy pierwszego lepszego alkoholika spod mostu, to jest całkiem spoko.
  Wstałam z krzesła i weszłam do holu, gdzie paliło się światło.
 - Nie idziesz z nami, prawda? - spytałam jeszcze dla pewności.
  Odpowiedziała mi uśmiechem, po czym odwróciła się i zarzuciłam swoją zieloną narzutą.
 - Kochanie, wytrzymasz beze mnie te pare dni. Wraz z Naruto i resztą będziemy was odwiedzieć, jednakże rzadko. Masz się starać! Ten trening nie będzie wcale taki łatwy! - klepnęłam mnie w plecy i mrugnęła do mnie.
 - A ja nawet nie wiem co to jest...
  Westchnęła, po czym złapała mnie za rękę,po czym spojrzała mi prosto w oczy.
 - Tak właściwie, to ten trening będzie tylko i wyłącznie dla Ciebie.
 - Jak mam to niby rozumieć? - spytałam zdziwiona, kolejna rzecz, której nie rozumiałam.
 - Pozostałą czwórkę możemy nazwać pomocą, ty się będziesz najbardziej liczyć. Zrozumiesz, ale jeszcze nie teraz.
  Zaraz po tym jak zakończyła zdanie, rozbrzmiało pukanie do drzwi. Gdy chwyciłam torbę do rąk, usłyszałam niski głos mężczyzny, który po sekundzie pojawił się przede mną i podał mi rękę na przywitanie.
- Witaj, mafio szafkowa.
- Witaj.
***
  Około 5:30 rano, po wyruszeniu z wioski Konoha, grupa czteroosobowa: Kasumi, Kakashi, Satoru i opiekun Satoru, kierują się na północny zachód. 

  Klepnęłam się w czoło i spojrzałam na trzech mężczyzn przede mną.
 - Nie no, normalnie jak w arabskiej rodzinie. - mruknęłam wściekła i zaczęłam lustrować ich wzrokiem.
 - Coś mówiłaś? - obejrzał się wiedźmin.
  Machnęłam ręką i wyjęłam mapę.
 - Idź mi marchewko z gejowskiego urodzaju gleby. - dodałam wściekła, po czym usłyszałam parsknięcie Kakashiego i ,,Eee?'' od strony Satoru. - Po prostu idź szybciej.
  Westchnęłam i próbowałam porównać ilość drogi, którą mamy przebyć, do tej co przechodziła Tsunade ze swoją grupą. Mówiła że tam także uczyła się przez pewien czas i po drodze można było znaleźć ciekawe miejsca. Przejeżdżając palcem po papierze, zatrzymałam się na gorących źródłach.
 -O!O!O! Ej, matole szafkowy! - podbiegłam do nich szybko i pokazałam wyznaczone miejsce. - Zatrzymamy się tam na odpoczynek?
  Hatake już miał odpowiedzieć, jednakże wyprzedził go staruszek.
 - Nie wiem czy to dobry pomysł,otaczają Cię sami mężczyźni Kasumi.
  Popatrzyłam na staruszka krzywo i machnęłam ręką ponownie, wyprzedzając pozostałą dwójkę i trafiając do ostrzegającego.
 - Poradzę sobie, na was mogę raczej liczyć, poza tym, nie będę jedyna w części dla kobiet. - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie, po czym oczekiwałam jego decyzji.
  Trochę się zamyślił, po czym uniósł lekko kąciki swoich ust ku górze i spojrzał na mnie.
 - Zgoda.
 - Yaattaaa! - krzyknęłam zadowolona, po czym wyprzedziłam wszystkich, chcąc jak najszybciej znaleźć się w gorących źródłach.
***
  Godzinę później, dotarliśmy do spokojnego miejsca. Rozdzieliliśmy się na korytarzu i ruszyliśmy do poszczególnych części spa. Wchodząc do przebieralni, gdzie mogłam zostawić swoje ubrania, napotkałam tylko i wyłącznie jedną matkę z dziewczynką, bodajże jej córką. Przebrane już w białe ręczniki, wyszły do gorących źródeł i zostawiły mnie samą. Westchnęłam.
 - Ehh, wreszcie, separacja od tych małp.
  Ściągnęłam ubrania i złożyłam je jakoś w ,,kostkę'', po czym sięgnęłam po ręcznik. Zawinęłam się i związałam włosy w koka. Ruszyłam ku szklanym drzwiom, a gdy otworzyłam je, otumaniła mnie fala zaduchu i gorąca. Mimo wszystko było to przyjemne, to było właśnie to, czego oczekuje się po kilkugodzinnym treningu czy długiej wędrówce.
  Zdjęłam ręcznik i usadowiłam się niedaleko małego wodospadu. Oparłam się o głaz, a dwadzieścia centymetrów za mną stał drewniany płot, odgradzający nas od mężczyzn. Ech, wcale bym się nie zdziwiła, jakby zaraz ten płot runął...A mury runą, runą mury...
  Przymknęłam oczy i przysłuchiwałam się różnym odgłosom. Gdzieś około kilometr stąd, szumiały drzewa kołyszące się pod wpływem wiatru, koło mnie, matka z dzieckiem, tłumaczyła coś o rodzinie. Dało także się rozpoznać odgłosy zboczeńców za drewnianym płotem.
  Pomimo wrzasków jakiś młodziaków, mogłam w spokoju wszystko przemyśleć i zrozumieć parę spraw. Głównie dlatego chciałam tutaj przyjść, ponieważ byłam pewna, że w następnych dniach nie znajdę żadnego wolnego dnia na to, a tym bardziej - dojdą kolejne sprawy, których nie będę rozumieć.
 - Ech...

+++

(Widziane oczami Kaszalota)

  Popatrzyłem na wszystkich mężczyzn obok nas, po czym poprawiłem ręcznik na twarzy (wiecie o co kaman, nie?XD Kaszalot położył sobie ręczniczek na mordce i się odpręża XD -Dop.Aut.). Podejrzany człowiek, Satoru, siedział akurat całkiem blisko mnie i miałem doskonałą okazję, aby zacząć rozmowę. Mógłbym się czegoś o nim dowiedzieć, jednakże pierwszy raz w życiu nie wiedziałem jak zacząć.
  Z przemyśleń wybudził mnie głos trzech nastoletnich chłopców, którzy próbowali znaleźć jakieś przejście do damskiej części.
 - Kurde, widziałeś! Takie lachony tam wchodziły!
 - No,no!  Jedna widziałem, taka w różowych włosach, miała takie arbuze, że ja cię Panie!
 - Człowieku! A widziałeś ta w czerwonych spodniach? Jak ja bym chciał zobaczyć tę opięte...
  Westchnąłem zdruzgotany. Rozumiem, że są w takim wieku, ale żeby zachwycać się tym na głos. Było to nie dość, że wkurzające to niemiłe dla pań. Nagle, kolejny chłopak do nich doszedł i powiedział coś, co bardzo zwróciło moją uwagę, choć nie chciałem się do tego przyznawać.
 - Śmieszni jesteście, nie widzieliście chyba tego co ja widziałem, że tak się zachwycacie.- uśmiechnął się zawiadacko dosyć wysoki brunet - jedna, miała takie kształty, idealna do moich rączek.
 - Jaka?Jaka? - pytały pozostałe szczury.
- Jakaś taka ładna, no. Rozmiar C-D, nie wiem no. Takie długie brązowe włosy miała, złote oczy, widzieliście? - Nagle zaczęli coś majstrować przy płocie. Zaniepokojony już podniosłem rękę - O, ta!
  Nagle wszyscy zaczęli omawiać wygląd kobiety. Obraz opisywanej przez nich dziewczyny, całkowicie pasował mi do niej. Jednakże, nie mogę ukazywać poruszenia, poza tym co w tym złego. To zwykłe dzieciaki.
 - Łaaaaaaaaa, ty, mogłaby teraz trochę się wypiąć...
  Zacisnąłem pięści pod wodą i złapałem ręcznik, po czym oplotłem się nim wokół pasa. Nie mogłem tego słuchać.
 - Coś się stało? - chwycił mnie za kostkę ten wyrzutek. Zmrużyłem oczy i ruszyłem w kierunku drzwi.
 - Za dużo się już namoczyłem.
  Gdy złapałem klamkę, usłyszałem jego prychnięcie, który jakby mówiło ,,Ta, bo uwierzę.''. Nie wiedziałem o co mu chodzi, nie lubię słuchać takich rzeczy, to raczej on powinien na siebie prychać, że siedzi wysłuchując czegoś takiego.
_

  Zarzuciłem na siebie kimono, po czym narzuciłem na siebie zwykłą opaskę na twarz, trzeba chronić to, o co się walczyło przez cały czas. Nie wiem jak to staruszek załatwił, ale Kasumi miała pokój razem z nami. Mimo wszystko, jakoś mi ulżyło. Nikt nie wejdzie do niej, bo będzie sama. Kobiety nie powinny się narażać na coś takiego, chociaż...już słyszę jak zaczyna swoją mowę i naukę o tym, jakie to kobiety są silne i zaradcze. Zaśmiałem się pod nosem, po czym wyszedłem na korytarz.
  No i zauważyłem parkę gnojków pod oknem. Obserwowali, łatwo się było domyślić kogo. Okno wychodziło na gorące źródła, oczywiście - na część płci pięknej.
 - Widzisz?  Patrz jak skaczą...ale bym pieścił, juhu! - nim zauważyłem, zacisnąłem pięści.
 - No, ta ta co pokazywał nam ją Ichiro, patrz. Nadawałaby się na dobrą dziwkę w bur...
  No i nie wytrzymałem.
  Po minucie chłopak leżał w rozkrwawioną gębą na podłodze. Stanąłem nad przerażonymi dzieciakami i chwyciłem jakiś ostry wieszak na ubrania.
 - O kur...zmywamy się, to ten kopiujący ninja, Yu, spierdalamy!
  Gdy zrobiłem dwa kroki naprzód, zniknęli na pierwszym lepszym zakręcie korytarza. Westchnąłem. Poniosło mnie?
 - Hatake? - usłyszałem nagle głos za sobą.
  Gdy obróciłem się, ujrzałem ją praktycznie metr za sobą. Stała w bladofiołkowym kimonie, a jej poskręcane włosy opadały na lewą stronę.
 - Coś się stało? - odpowiedziałem całkiem normalnie, w przeciwieństwie do innych umiałem panować nad emocjami (Tak, tak. Właśnie pokazałeś to parę słów temuXD - Dop.Aut.).
 - Ach...nie. Po prostu widziałam dwójkę poobijanych chłopaków, którzy zaklinali jakiegoś, cytuję - gburowatego popaprańca z maską na gębie, ale nie. W sumie to na pewno, nie ty ich pobiłeś, na peeewno - przeciągnęła ostatnie słowo i ominęła mnie, po czym gdy już miała naciskać klamkę do drzwi, złapałem ją za nadgarstek.
 - Staruszek zmienił Twój pokój, śpisz z nami. - Gdy ujrzałem jej minę, szybko się poprawiłem. - To znaczy, w tym samym pokoju. Dla bezpieczeństwa.
  Gdy skończyłem, westchnęła tylko pomimo mojego zdziwienia i zostawiła klamkę w spokoju. Odwróciła się tyłem i ruszyła do przodu, kierując się w stronę małego sklepiku. Patrząc na jej oddalającą się sylwetkę, stanął przede mną obraz nieznanej mi dziewczynki, z wysoko upiętym kucykiem. Maszerowała szybko, mając zaciśnięte pięści, podobnie jak Kasumi. Złapałem się za głowę, tam gdzie poczułem ukłucie. Będę musiał odpocząć, bo od paru dni takie pobolewania zdarzają się coraz częściej.
  Klepnąłem  się w czoło i odwróciłem się, w celu powrócenia do pokoju. Nagle usłyszałem huk i przekleństwo. Nie minęła sekunda,a już trzymałem ją na ramieniu.
 - Co się stało?
  Zamiast odpowiedzi usłyszałem jej jęknięcie, po czym złapała się za głowę. Wywnioskowałem, że musi mieć coś podobnego jak ja, pewnie coś złapaliśmy, albo zmieni się niedługo pogoda.
 - Za...Zaraz mi przejdzie. Możesz iść. - Powiedziała już spokojniej, jednak nie dałem się nabrać. Pewnie chce abym ją zostawił, a ta będzie odgrywać wielką bohaterkę. Nigdy w życiu.
   Wstałem razem z nią w ramionach, aby chwilę po tym znaleźć się już w pokoju.
 - Co jest?- spytał Satoru. Nie odpowiedziałem i położyłem dziewczynę na karimacie.
 - Mówiłam, że mogłeś iść. Nie jestem damą w opresji, jeżeli chcesz kogoś ratować, a potem dostać co nieco za nagrodę, to wybrałeś złą osobę. - cisnęła z jadem w ustach wprost w moją twarz, jednak nie zwracałem uwagi. Usadowiłem się koło niej i zamknąłem oczy. Prychnęła. - Ha! I powiedz mi jeszcze, że masz zamiar czekać, aż mi się polepszy, co, nibyksięciu?
 - Nie. - wypowiedziałem. - Po prostu idę spać. Zamiast się szarpać, powinnaś najzwyczajniej w świecie podziękować, niewychowany dzieciaku.
  Zanim się odezwała, minęło trochę czasu. Gdy otworzyłem oczy z zaciekawienia, ujrzałem purpurową twarz Kasumi. Może odrobinę się pomyliłem... Nie była dzieckiem. Ten rumieniec na jej twarzy, wcale nie robił wrażenia słodkiej dziewczynki, jednakże już prawdziwej kobiety, która wyzwalała w mężczyźnie te emocje, których bałem się najbardziej. Zacisnąłem usta w wąską kreskę i nagle poczułem uderzenie w twarz.
 - Zanim będziesz osądzał, czy człowiek jest wychowany, czy nie, może najpierw popatrz na siebie, co? Drań!  - i wyszła.
  Westchnąłem i złapałem się za  policzek, nie bolało, jednak byłem pewien, ze zostanie ślad.
 - Nie umiesz rozmawiać z kobietami, Hatake. - odezwał się zadowolony kretyn spod ściany.
 - Mniejsza o to, gdzie staruszek?
 - Zaraz przyjdzie, kazał się nam zebrać w pokoju za trzydzieści minut. Z Kasumi teraz będzie trochę problem, powinieneś się tym zająć. Chociaż... - gdy popatrzyłem wprost w jego oczy, mogłem dać sobie rękę uciąć, że tańczyły w nich iskierki chamstwa i satysfakcji. - Może nie. Ja skorzystam, przynajmniej umiem dogodzić kobiecie i jej wysłuchać.
  Zanim cokolwiek mogłem powiedzieć, już go nie było. Odetchnąłem głęboko, nie tyle widziałem, słyszałem, żeby dać chłopakowi do zrozumienia, że źle mówi. Miałem prawie trzydzieści lat, jest za stary na takie gierki. Dla mnie to dobrze, dla chłopaka nie. Proste, on jest po prostu niedojrzałym gnojem, który nie rozumie jeszcze życia.
  Jakoś go nie polubiłem.

***

(Oczami Kasumi)

  Prychnęłam wkurzona, po czym oparłam się o balkon. Zsunęłam się po balustradzie plecami i odetchnęłam głęboko. Taki z niego cwaniak, jak z koziej dupy ciele (Nie pytajcie, błagam, nie pytajcie. Bierzcie poprawkę na to, że pisze to Elain, zjarana lama ( ;_;)). Jakie dziecko, ja się pytam?Jestem od niego o 4 lata młodsza, chyba się zagalopował. Ma coś nie tak poprzestawiane w głowie, spichrzowy zwierzak ze szmatą na gebie, gbór, wstrętny myszołów z zapewne opryszczaną twarzą pod tą swoją wieczną maską.
 - Yhhhh! - wydałam dźwięk nieokreślonej nazwy, po czym usłyszałam koło siebie czyiś śmiech.
  Odrzuciło mnie w prawą stronę jak oparzoną, gdy zobaczyłam koło siebie wiedźmina. No jego jest brakowało.
 - Co tu robisz? - spytałam zdziwiona.
 - Podziwiam gwiazdy.
  Spojrzałam w...nieskazitelnie niebieskie niebo. Tak. To dało mi do potwierdzenia, że chłopak musi coś brać i nie jest to bynajmniej za dobre na jego psychikę.
 - Cóż...żadnych gwiazd tu ja nie widzę, ale niech Ci będzie.
  Zaśmiał się, po czym spojrzał na mnie i zagryzł wargi. Nie podobało mi się to.
 - Widziałem waszą kłótnię z Hatake, widać, że darzycie siebie wielką miłością.
  Prychnęłam, po czym wstałam. Miałam zamiar wrócić do pokoju, aby przenieść swoją karimatę, z dwoma walniętymi w łeb gronostajami mieszkać nie będę.
 - Poczekaj! - dobiegł do mnie i złapał mnie za nadgarstek. - Nie chciałem Cię zdenerwować. Po prostu się śmiałem.
 - Nie śmieje się z cudzych problemów, to dopiero można nazwać za brak kultury. Weź się odczep człowieku, chyba że chcesz już całkowicie zepsuć nasze relacje.
 - Nie chodzi o to, jezu! Kasumi! - przycisnął mnie do ściany, przez chwilę ocierając swoją klatką o moją. Zachłysnęłam się powietrzem. Miałam tego już po dziurki w nosie, jeżeli zaraz... - Ja Cię skądś kojarzę, proszę!Powiedz mi, jeżeli się mylę!
 - Mylisz się! - syknęłam, po czym próbowałam się wyrwać, jednak zacisnął swoje dłonie bardziej na moich nadgarstkach. Mruknęłam.
 - Na pewno nie, coś jest na rzeczy. I to dużo. Mam uczucie, ze Cie skądś znam, nie unikne tego uczucia. Jestem pewien, że to prawda.
  Wściekła już do granic, krzyknęłam i wyrwałam się spod jego sideł. Oczywiście, rękawy mojego kimona poszły się kochać za krzaczkami, zostając w jego rękach. Idąc, złapałam za pas od narzuty, weszłam jak wściekła osa do pokoju, siadając koło staruszka.
 - Nie wytrzymam mistrzu, jeszcze jednego cholernego dnia z tymi gnojami pod jednym dachem.
  Zamiast mnie pocieszyć, to stary dziad się zaśmiał. Zero kobiecego zdania, to zero umysłu.Brakuje tu kolejnej kobiety. Westchnęłam.
 - Dzieci kochane, mam dla was informacje, więc uspokójcie się i na chwilę spokojnie usiądźcie.
  Po chwili do pokoju wszedł wiedźmin, więc przysunęłam się jeszcze bliżej staruszka i zachowując się już jak dziecko, spojrzałam na mapę na stole.
 - W nocy, pomimo niebezpieczeństw, wyruszamy w drogę. Koło czwartej, wyruszymy na północ i będziemy szli jeszcze dzień, aż dotrzemy do obozu. Z tego co wiem, to pozostała dwójka jest odrobinę szybciej od nas, bo zostało im parę godzin do dotarcia. Nie bójcie się jednak, bez nas nie zaczną. Poddacie się tam dodatkowemu treningowi, będzie się on jednak różnił paroma rzeczami od wszystkich. Nie będziecie się uczyli, oprócz Kasumi, nowych technik. Bedziecie je jedynie szkolić, ale za to będziecie się uczyć jak łączyć wasze moce, że tak to ujmę. Kasumi będzie miała gorszy, trudniejszy trening, ale to załatwi z nią pozostała grupa nauczycieli. Za siedem dni zaczyna się odliczanie dziewięćdziesięciu dziewięć  dni. Na obozie dowiecie się po co tam jesteście i co to są Kruki Szafiru. Zdziwicie sie na pewno, ale nie moja w tym rola. W ciągu siedmiu dni pracy, macie dwa dni wolnego, na odwiedziny rodzinnego domu, Konohy, bliskich. Jeżeli jednak będziecie chcieli zostać, będziecie mogli. To tyle, a więc chodźmy już spać, abyśmy potem byli wyspani.
  Po zakonczeniu swojej przemowy, zgasił bez naszej zgody światło i ułożył się do spania. Wszyscy poczynili podobnie, oprócz mnie. Siedziałam jak kołek, patrząc jak idiotka w mapę. Nie rozumiałam nic, a nic, a jeszcze miały różne inne sprawy dojść, których też zapewne zrozumieć nie zrozumiem.
 Podczołgałam się do jakiejś karimaty, która była już zajęta przez Staruszka. Następna przez Satoru. Prychnęłam, nie mogąc w ciemni znaleźć swojej. Podczołgałam jeszcze trochę, po czym znalazłam w końcu swoją. Popatrzyłam na prawo i skarciłam staruszka w myślach. Leżałam w pobliżu Kakashiego okołu pół metra, na szczęście był odwrócony plecami.
  Zamknęłam oczy i ułożyłam się do spania. Myślałam, że łatwo zasnę, jak kamień. Niestety nie, a co mi dało powód do niemocy spania? Zapach tego obok, jednakże tak pociągający zapach, wprawiający moje serce w ruch. Wciągnęłam jeszcze więcej tej woni, a ręka mimowolnie powędrowała ku mojej szyi. Zatrzymałam palce na krtani, po czym zjechałam odrobinę na dół. Paliło. Nie wiedziałam dlaczego, ale paliło, jakoby ogień w gardle. Z niewiadomych także powodów, miałam ochotę dotknąć Hatake. Nie podobało mi się to.
  Wydawało mi się, że wyczuwam ciepły oddech na swojej skroni. Pobudzało to jeszcze bardziej moje zmysły, nie mogłam za cholerę nadążyć za tym co się teraz działo.
  Otworzyłam oczy.
 - Jezu! - pisnęłam, zasłaniając usta dłońmi i tłumiąc nadchodzące przekleństwo.
  Ogień z gardła  przeniósł się aż do klatki piersiowej, sprawiając wrażenie jakbym zaraz miała stracić powietrze.
  Jednakże...

****
KABUM!!!! Huhuhuhuhuh, chcecie mnie zabić, ze taki moment? Oj taaaam!!! XD akurat to mi sie spodobało XD No więc tak, kochani moi, nie chce mi sie pisać co i jak, głównie przepraszam za stylistykę, bo tu podpadłam, bo nie chce mi sie sprawdzać XD jak coś to poprawie XD No to żegnam i zapraszam! Rozdział dedykuję Megu i Ayanie-chan <3

niedziela, 13 października 2013

Rozdział czwarty II Szkarłatny obraz przyszłości, przypomina dawną przeszłość.

Podbiegłam go ciemnowłosego chłopaka, który próbował podnieść się po zaistniałej sytuacji. Z jego ust wyciekała krew, oraz co sekundę przekleństwa. Ludzie patrzyli się przez dłuższy czas, dopóki nie spiorunował ich spojrzeniem.
 - Hej, nic ci nie jest? - Przysiadłam przy nim zdyszana i położyłam dłoń na jego ramieniu. Jednak, nie minęły dwie sekundy, a otrząsnął ją i wstał.
 - Nienawidzę głupich pytań. Jeżeli widziałaś, co się stało, to z jakiej paki pytasz się czy ,,nic mi nie jest''? Jesteś ślepa?
  Zmrużyłam brwi, za miły to on nie był. Całkowita przeciwność Naruto, jednak nie odeszłam. Nie prychnęłam, nie odwróciłam się na pięcie i ruszyłam jak nafochana foka. To nie leżało w mojej naturze. Gdy wstał, wypadło mu coś ze spodni. Sięgnęłam po to, a potem otworzyłam najszerzej oczy jak tylko mogłam.
 - Hej! Stój!
  Dopadłam Sasuke, który już był na następnej dzielnicy i wchodził do baru. Weszłam za nim, a gdy poczuł odurzający odór, złapałam się ręką za twarz. Nie wierzę, że taki ktoś jak on lubił takie miejsca, więc w jakim stanie musiał być, że tu przyszedł?
 - Sake poproszę. - usiadł na jednym z wolnych miejsc przy barze, po czym wytarł niechlujnie twarz dłonią i splunął krwią na blat. Że też barman go nie opieprzył, to mnie dziwi.
  Usiadłam obok niego i postawiłam przed nim ,,zgubę'' - czyli zdjęcia Naruto z Kibą... w całkiem..dziwnych sytuacjach.
 - Mogę wiedzieć o co tu - pokazałam palcem na zdjęcia - chodzi?
 - Kim jesteś, że pytasz się o takie rzeczy? Nie kojarzę Cię. - upił łyk alkoholu, po czym schował dyskretnie zdjęcia.
 - A kim ty jesteś, że zamawiasz jako nieletni alkohol, plujesz na blat, a barman nie zwraca Ci uwagi? - spojrzał na mnie spod byka, a gdy już otwierał buzię, aby coś mi odpyskować, dokończyłam za niego - Sasuke Uchiha, nieprawdaż?
  Uniósł lewą brew ku górze, po czym ilustrując mnie dokładnie wzrokiem, upił znowu sake.
 - Nie polubiłem tego.
  Nie rozumiałam, koleś rzucał niezłymi metaforami, zagadkami i czym tam jeszcze.
 - Czego?
 - Uczucia.
 - Jakiego znów? - zdziwiona już bardziej niż poprzednio, załamałam ręce i zmierzwiłam włosy.
 - Tego, że gdy ty znasz moje imię, znasz mnie, to ja nie znam Ciebie i twojej godności. Powinno być na odwrót, jak...
 - Jak zazwyczaj - dokończyłam z lisim uśmieszkiem. Gdy spojrzał na mnie znów ze zdziwieniem, ale i z lekką iskierką złości, zachichotałam zadowolona z siebie. - Troszkę Cię znam. A żeby było jeszcze zabawniej, znam tutaj wszystkich i nawet wiem, co lubisz. Niestety, żeby poznać moje mienie, musisz trochę powalczyć, bo ja Ci tego na talerzu nie wyłożę.
  Zamówiłam zwykłą wodę, po czym założyłam nogę na nogę. Spojrzałam znów na czarnookiego, który patrzył na mnie z ta swoją wieczną ironią i chamstwem.
  - Dowiem się co to były za zdjęcia, czy nie?
 - Jesteś osobą godną zainteresowania, jednak nie paplam innym o swoich sprawach, nawet tym interesującym. Więc możesz iść.
 - Ale z Ciebie chłodzik! - dźgnęłam go w brzuch, dzięki czemu wypluł całą zawartość napoju, który miał w buzi. - Oj, przepraszam.
  Już miał mi coś odpyskować, gdy nagle do baru wszedł Kiba. Gdyby wzrokiem można było zabijac, Och! Kiba już by leżał w trumnie. Pytanie: Dlaczego Sasuke tak reagował na Inuzuke?
 - Rozumiem, że chodzi o Naruto - tu jakby jego oczy zabłyszczały - i Kibę - a tu wyglądał jak po połknięciu jedzenia z przedwczoraj i surówki z jajek...psich bynajmniej.
 - Eureka.
 - Czyli,że...niby coś między nimi jest?
  Zamilkił, po czym zostawił biednego Kibę w spokoju i odwrócił się w stronę baru.
 - A widziałaś zdjęcia?
  Przytaknęłam, miał rację. Ze zdjęć wszystko wynikało na to, że chłopcy mają się ku sobie. W dziwnych pozach, za drzewami, w parku. Jednakże coś mi się tutaj nie zgadzało, mina Naruto nie była wcale taka jak powinien mieć zakochany, podniecony chłopak. Widać było, że mu to nie pasowało. Kiba także.
 - W dodatku, w przypływie...złości, uderzyłem Kibę, a ujrzał to Naruto. Stawił się za nim i wyszła dupa z woza, dostałem od tego sukinsyna.
  Zamilkłam, po czym zamiast pocieszania czy czegokolwiek innego, czego się na pewno spodziewał, w całym barze rozszedł się mój głośny śmiech.
 - Oj ty, ty,ty! - klepnęłam go z całej siły w plecy, aż zleciał na podłogę. Wstałam zgrabnie z krzesła i chwyciłam go za koszulkę, wyciągając go z baru. Oczywiście, wszyscy na nas patrzyli, jakżeby inaczej!
 -Ej! Co robisz do cholery?!
 - Odkryłam tajemnicę, lalala! Pomogę Ci! - Usadowiłam go na wierzchołku budynku, sama stojąc jedną nogą na drugim.
 - W czym niby kurwa?! Co ty odwalasz babo? Nie znam Cię, a już po dwudziestu minutach z tobą, ląduję na dachu jakiegoś budynku.
 - Jesteś ninją, nie przesadzaj. No więc. Odkryłam twoją tajemnicę! - No i tutaj Sasuś miał minę srającego kota na pustyni - Kochasz Naru!
  No i zleciał.
***
  Czytałam książkę w parku, aż w końcu osobnik, leżacy pod ławką (Sama go tutaj przyciągnęłam! Brawa dla mnie!) Obudził się i przypierdolnął głową w ławkę.
 - Oj przepraszam, chyba wybrałam złe miejsce dla Ciebie. I jak tam? Już do Ciebie doszło, że wszystko wiem?
 - Kurwa...- wyczołgał się trudem spod ławki i usiadł naprzeciwko mnie. Był mimo wszystko poważny - Skąd wiesz?
 - O! I nawet tego nie ukrywa! - Zachichotałam - To przecież widać, a jeszcze bardziej jest to widoczne dla psychofanki gejów...Tak, oprócz dziecioholizmu, choruję jeszcze na gejoholizm - i tu jego mina - dobra...Kończę, bo Cię przerażam. Mimo, że obrażasz Naruto, jesteś chamskim chujem, to gdy o nim mowa, to nie ukryjesz tych iskierek w oku. To widać.
  Przemilczał to, a potem odwrócił się, wstał i ruszył.
 - Ej! Stój!
 No i się odwrócił. To dostałam w bańkę, bo wpadłam wprost na niego.
 - Jeżeli masz zamiar to wypaplać, bo wiem jakie są baby, to wiedz, że jesteś martwa, kimkolwiek jesteś.
 - Ej, Sasek! Nie zamierzam, weź mnie nie morduj chłopie, bo ja mam Ci zamiar pomóc z Naru i całą tą sprawą z Kibą, bo to jest podejrzane!
  Spojrzał na mnie tym swoim chłodnym wzrokiem, po czym, zanim zniknął za budynkami, usłyszałam jego dziwnie pomieszane słowa, których do chuja cholewy, zrozumieć za bardzo nie umiałam.
- Nie ufam nieznanym mi osobom, szczególnie tym, którym chciałbym ufać. Nieufając zaufałem...
  Patrząc na jego znikającą sylwetkę, zaśmiałam się. Chłopak miał w sobie to coś, co powinno oszołomić Naruto. Po prostu blondyn musi bardziej się mu przypatrzeć, oraz jeszcze głębiej niż dotychczas wejść w jego duszę.
  Jednakże, obiecałam mu pomóc. Najpierw wypadałoby dowiedzieć się czegoś o tej całej sprawie z Kibą.
***
 - Naru! - krzyknęłam głośno do chłopaka w ciemnych golfie, który siedział zamyślony na drzewie.
 Spojrzał w dół, a gdy mnie ujrzał, zeskoczył od razu i oparł się o barierkę. Uśmiechnął się,lecz nie jak zazwyczaj. Było po nim widać, że był zmieszany i smutny.
 - Cześć Kasumi-chan... Potrzebujesz czegoś?
  Uśmiechnęłam się do niego, po czym położyłam mu dłoń na ramieniu. Urzekł mnie niezwykle zdziwionym wzrokiem, a gdy siłą zniżyłam go w dół i usiadłam naprzeciw niego, spytałam się bez oblekania w bawełnę.
 - Naruto, jest coś pomiędzy Tobą a Kibą?
  Wybałuszył na mnie oczy, po czym zaklął.
 - Kolejna...Boże, dlaczego akurat ty Kasumi-san? Naprawdę myślisz, że wyglądam na takiego co by z Kibą pod drzewem się partolił i grał w ,,wciągam-wyciągam''?
  Gdy usłyszałam jego definicję gejowskiego seksu, prychnęłam. Poczochrałam mu włosy i mrugnęłam do niego. Nie mogłam zdradzić Sasuke, a więc musiałam coś wymyślić.
 - Nie no, faktycznie masz rację. Nie pasujesz na kogoś takiego, Naruto, jednakże, widziałam was koło parku w dziwnych pozach.A więc? - popatrzyłam na niego, a on westchnął i oparł się o barierkę całym ciałem, po czym zamknął oczy.
 - Wszyscy mi narzucają, ten niby ,,romans'' z Kibą, a nawet nie proszą o wyjaśnienia. Po prostu dla nich sprawa jest ograna i tyle. Przynajmniej dziękuję Ci, że chcesz wiedzieć co się wtedy zdarzyło naprawdę - otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie znów normalnie. Jak na Naruto, to Naruto był dziwnie za spokojny. - Wybraliśmy się z Kibą do parku, bo mieliśmy mieć spotkanie. Ogólnie, cała brygada, Sasuke miało nie być - tutaj się zaciął i zmrużył ze złości oczy. - bo podobno miał ważne sprawy do załatwienia. No wiadomo, przynieśli sake. No ja nie piję, a więc podziękowałem, ale oni wlali mi coś do wody, no i...samo jakoś poszło. Zaczęliśmy tak jakby ,,bitwy i wyzwania'', Sai powiedział, że nie umiałbym nigdy w życiu zadowolić kobiety, a ja się sprzeciwiłem. To rzucił wyzwanie, że mam pokazać intymne spotkanie moje i jakiejś dziewczyny, ale...za pomocą Kiby... No i ktoś podobno nas zauważył, zrobił zdjęcia, no i potem cała Konoha huczała o ,,romansie młodziaków''. Ehhh~
  Westchnął głośno i załamał ręce. Złapałam się za usta i prychnęłam. Nie mogłam wytrzymać, po czym wybuchnęłam takim śmiechem, że sam Naruto nie wiedział, czy dostałam padaczki, czy pokazuję mu spektakl ,,Dżdżownica z downem, przechodzi okres godowy''.
 - O Boże! A więc tak! O Boże, Naruto! To się wkopałeś! - klepnęłam go trochę uspokojona w plecy. - A co znaczyła ta kłótnia z Sasuke? - tutaj spoważniałam - Jak wychodziłam z księgarni to was zauważyłam. Nieźle mu przyłożyłeś, blondynasie!
 - Po prostu, te zdjęcia, dotarły do niego i zaczął robić dziwną awanturę Kibie, chciał go chyba nawet zabić. No to chciałem to Sasuke wyjaśnić, ale ten już podniósł łapy na mnie, no to oddałem i się trochę...
 - Trochę? - dodałam unosząc lewą brew ku górze.
 - No dobra, moze nie trochę, więcej niż trochę nawrzucałem. Należało mu się.
  Klepnęłam się w czoło, po czym wstałam i rzuciłam Naruto paczkę smakołyków, które kupiłam na dzisiejszy wieczór.
 - Trzymaj. Naru, jedna rada: Przemyśl swoje zachowanie w stosunku do Sasuke, a potem idź się z nim spotkaj. Do zobaczenia.
 - Ale! - krzyknął za mną, ale nie zdążył dokonczyć swojego sprzeciwu, gdyż znalazłam się już na innej ulicy.
  Krótko po rozmowie z Naruto, wpadłam na pomysł aby odwiedzić Tsunade. Po okołu 20 minutach znalazłam się w oknie do gabinetu Hokage.
 - Dzień Dobry!
 - Kasumi? - odwróciła się przodem do okna, lekko zdziwiona, lecz uśmiechnięta. - Co tu robisz?
 - Przyszłam w odwiedziny, nie mam nic do roboty.
  Zaśmiała się, po czym wstała z fotelu i podeszła do mnie.
 - Chodź, pójdziemy na balkony.
***
  Machałam nogami, siedząc na balustradzie, czasami spoglądając na mówiącą Tsunade.
 - Tak więc, wrócę do domu dzisiaj troszkę później, sama rozumiesz, dużo pracy.
 - Nie no, rozumiem. Będę na Ciebie czekać - uśmiechnęłam się szeroko, bawiąc się dłuższą częścią opaski.
  Po chwili usłyszałam jej śmiech, popatrzyłam na nią z pytaniem w oczach ,,Co się stało?'', a ta zawtórowała mi jeszcze bardziej. 
 - Po prostu rozśmieszyła mnie myśl, o której wolałabyś nie wiedzieć.
 - Hm? - przybliżyłam się do niej jeszcze bardziej, szczerząc zęby w uśmiechu. - To am odwrotny chyba efekt, bo tym bardziej chcę się dowiedzieć, co sobie pomyślałaś.
 - No więc, mam propozycję.
  Kiwnęłam do niej głową, na znak, aby mi tą swoją propozycję zaoferowała.
 - Może by tak szafkowego trzymacza kobiet, na samotną noc beze mnie? - No i tu ze śmiechu, przewróciła się do tyłu i machała nogami, co można było już uznać, ze choroba psychiczna jest już bliska. A ja natomiast, siedziałam jak zamurowana, po czym gdy zdałam sobie sprawę, że to co powiedziała, było prawdą, zsunęłam się z barierki i stanęłam nad nią, prawie zabijając ją wzrokiem.
 - Tsunade-sama, zaczynam się o Ciebie jeszcze bardziej bać.
 - A nie ma o co!
 - Uwierz, jest o co, jeżeli z takimi tekstami wyjeżdżasz. Powi-...
  Nagle przed nami pojawiła się dziewczyna, która zawsze pomaga Tsunade.
 - Droga Tsunade-sama, przybył gość, z ważną nowiną.
 - Kasumi? - Piąta Hokage wstała i podała mi rękę. - Chodź, pójdziemy razem dowiedzieć się o co chodzi.
  Skinęłam głową, po czym związałam włosy i ruszyłam za Tsunade.

10 minut później.

  Tsunade jak nigdy siedziała wbita w krzesło i przerażona, nie odzywając się zupełnie. Stałam koło niej, po czym przerzuciłam wzrok na tajemniczego mężczyznę. Przestarzały mężczyzna, tłumaczył coś Hokage i mówił o jakimś Piątym kruku. Nie rozumiałam z rozmowy praktycznie nic, oprócz tego, że trzeba wysłać Reibunzu Hiiro (Kruki szkarłatu), na szkolenie, bo nie można zwlekać i bawić się z czasem. A mianowicie, co to były te Kruki szkarłatu, to wujek fujek wie.
 - Kasumi, mogłabyś wyjść na pięć minut?
 - A-Ach. Oczywiście. - wyszłam szybko, spoglądając na zmartwioną twarz mojej opiekunki. Coś było nie tak, tylko co?
  Wyszłam na świeże powietrze i odetchnęłam z ulgą. Tutaj, mogłam normalnie pomyśleć. Problem w tym, że niestety, nie miałam nad czym, bo nie miałam zielonego pojęcia o czym rozmawiali.
  Usiadłam na ławce i spojrzałam w górę. Niebo dzisiaj było wyjątkowo niebieskie, aż dziwne, zbliżała się jesień, a pogoda w Konoha była jak na początek lata. Zamknęłam oczy, ale na krótko mogłam się zrelaksować. w mgnieniu oka poczułam ból w klatce piersiowej. wygięłam się w łuk, wydając dźwięk coś na wgląd ,,Agh'', po czym złapałam się za miejsce bólu.
 - C-co jest. - wydyszałam, zaciskając pięści na klatce piersiowej, po czym zleciałam z ławki. Cała drżąc, mrużyłam jak najmocniej mogłam oczy. Próbowałam się uspokoić, lecz to nic nie dawało. Miewałam takie bóle,zazwyczaj przed zamglonymi wspomnieniami. Ból podobny do tego, przy pierwszym spotkaniu tego srebrnego farmera z wsiową opaską na gębie.
  W głowie także zaczęło mi się mieszać, ból towarzyszył mi i w głowie, i w sercu. Nim się zorientowałam co się dzieje, mój umysł zaczął wytwarzać jakieś dziwne obrazy. Wszystko ucichło, ból zniknął, ciemna kotara przed oczami.

  Naburmuszona spojrzałam na niego i przywaliłam mu piąstką w kolano. 
 - Ała! Co jest?! Masz dziwny sposób wyrażania wdzięczności! 
 - Jakiej wdzięczności, baka! To za to, co powiedziałeś! 
 - To co powiedziałem, było prawdą, powinnaś mi dziękować. Chcę Ci pomóc i Cię od niego, oraz reszty problemów odciągnąć! - złapał mnie mocno za nadgarstek, po czym przyciągnął do siebie. Spojrzałam mu głęboko w jego ciemne, rozwścieczone oczy. 
 Wyrwałam się z jego szponów, po czym odskoczyłam od niego o dwa susy. 
 - Jedyne co robisz, to wytwarzanie mi tych problemów! Dlaczego chcesz mnie odciągnąc od niego?! Dlaczego odciągasz NAS od siebie? Mam tego dosyć! 
 - Cze-Czekaj! Kasumi!
  Pędząc przed siebie, gdy się obejrzałam, widziałam jeszcze jego chudą sylwetkę. Jego ciemne, długie włosy powiewały na wietrze, jakoby tańcząc przy muzyce nadchodzącego nieszczęścia. 

   - Hej? Nic Ci nie jest? Ej,mała?
    Uniosłam swe ciężkie powieki, które natychmiast potem zamknęłam, bo kochane słoneczko chciało mnie zakatować.
 - Eh, nie. Dzięki, dostałam... ataku bólu, nic mi nie jest.
  Podniosłam się z ziemi, cała brudna. Westchnęłam. Gdy w końcu uniosłam wzrok i ujrzałam mego wybawcę, otworzyłam lekko usta i drgnęłam.
 -  Sa..Satoru.
 - Słu-...Przepraszam, skąd znasz moje imię?
  Oprzytomniałam. Zadał  pytanie, na które sama nie znalazłam odpowiedzi. Po prostu samo ze mnie wyszło, nawet tego nie przemyślałam.
 - Ach, jezu. Przepraszam. Nie ważne. Pomyliłam chyba Pana z kimś, czy coś w tym stylu.
 - Jakim cudem, mogła Pani mnie pomylić, jeżeli wypowiedziała Pani imię, które noszę?
  Trafne spostrzeżenie. Nie wiedziałam w co się wkopałam, najchętniej pożegnałabym go teraz i poszła przemyśleć wcześniejszą migawkę wspomnień. Jednak nie wydawał się takim człowiekiem, którego można było po jednym słowie ominąć.
 - Sama tego nie wiem, przepraszam. Proszę mi wybaczyć, ja już pójdę.
  Gdy obróciłam się na pięcie i chciałam ruszyć w prawą stronę, ktoś złapał mnie mocno za rękę i przyciągnął mnie do siebie. Spojrzał w oczy sprawcy. Oczywiście, nie odpuścił. Miał bardzo wyraźne rysy twarzy, przystojny, lecz nie dałabym mu powyżej trzydziestki. Ciemne, skośne oczy, lekko pobłyskiwały barwą brązu, a czarne włosy powiewały na wietrze. Nie były długie, lecz średniej długości. Głowa znów mnie zabolała, nie wiedziałam co powodowało ten nagły ból.
 - Mógłbyś mnie zostawić? Powiedziałam, że nie wiem jak to wyjaśnić...
 - Przypominasz mi kogoś, tylko...nie wiem kogo - zacisnął mocniej swoją dłoń na moim nadgarstku.
  Zmrużyłam oczy i zacisnęłam zęby. Bolało.
 - Wybacz, musiałeś mnie z kimś pomylić, nie znamy się na pe...
 - Powiedz mi, co...
 - Puść ją.
  Otworzyłam szerzej oczy, wraz z narastającym ciepłem w sercu. To uczucie, było bardzo podobne co do tego, przed chwilą, jednakże, przypominające szczęśliwy ból. Zgięłam się w pół, ciepło nie przestawało działać w moim sercu, jednakże ból zaistniał także w głowie. Za dużo jak na dzisiaj.

  - Mógłbyś ją puścić, prosiłbym Cię. 
  - Jeżeli myślisz, że tak łatwo się poddam, to się mylisz. 
  Spojrzałam zapłakanym wzrokiem na siną ja moją prawą ręką, którą trzymał. Załkałam cicho, lecz nie miałam siły się już wyrywać. 
 - Ała! - krzyknęłam, gdy ścisnał mnie tak bardzo, że poczułam jak kości powoli nie wytrzymują. 
 - Puść ją!

  Złapałam się wolną ręką za głowę.Dwa wspomnienia, oba jakby za mgłą, w tak szybkim tempie. Jednakże, głos w drugim przebłysku, to samo zdanie...było podobne do tego, który wypowiedział je teraz, dwie minuty temu, koło mnie, z taką samą złością i zamartwieniem w głosie.
 - Przepraszam, a Pan kim jest?
  Spojrzał na Hatake, który podszedł do nas i natychmiast jego wzrok powędrował na mnie.
 - O, szafkowa mafia, prosze, proszę. - wypowiedziałam cięcie, ale z największym i najsłodszym uśmiechem jakim mogłam - Co tu robisz, ogórasie?
 - Panno Kasumi, przechadzałem się po parku. - zmrużył oczy, wyglądał na lekko zezłoszczonego. Jednakże, gdy spojrzał na wyraz jego ust za maską, zdziwiłam się : uśmiechał się. - Czekam, aż będę mógł porozmawiać z Piątą. Pomijając, mogę wiedzieć, dlaczego ten miły Pan łamie Ci nieświadomie rękę?
  Ciemnowłosy nieznajomy, uniósł lewą brew w ukazaniu zdziwienia, po czym puścił mój nadgarstek. Przyciągnęłam szybko dłoń do siebie i zaczęłam rozmasowywać miejsce bólu.
 - Przepraszam, faktycznie, musiała mnie Pani z kimś pomylić. Będę już szedł, jednakże - idąc w stronę miasta, odwrócił się dodając : niedługo się spotkamy, Kasumi-san.
  Patrząc na niego, jak pies w klatce, nie mogłam zrozumieć całkowicie gościa.
 - Tak więc, ekhm. Hagane, co tu robisz?
  Spojrzałam w górę, na Hatake i uśmiechnęłam się łobuzersko.
 - Szukam drugich, tak samo pokopanych w makówkę ogórasów jak niejaki Kakashi Hatake, mój drogi, a ty? Co tu robisz?
  Prychnął, po czym skrzyżował ręce na klatce piersiowej i przybliżył swoją twarz do mojej.
 - Szukam kolejnych zdobyczy, do przechowywania w szafie.
  Zaśmiałam się, po czym spojrzałam mu prosto w...oko.
 - Takie zdobycze są zazwyczaj rzadkim okazem, nie sądzisz?
 - Sądzę.
  Kąciki ust momentalnie uniosły mi się ku górze, po czym omijając go, ruszyłam ku lodziarni.
 - Hagane? - szybko dorównał mi kroku,  jednakże nie patrzył na mnie.
 - Tak?
 - Jesteś teraz głównym tematem rozmów, mojej drużyny. Mógłbym wiedzieć, co im poprzewracałaś w głowach, że nie mogę z nimi prowadzić lekcji?
  Zaśmiałam się. Nie była ta uwaga, było to czuć w jego głosie. Zamówiłam lody i usiadłam na pobliskim kamieniu.
 - Naruto poznałam wcześniej, przecież wiesz. Sasuke poznałam niedawno, tylko jedna rozmowa. Widzisz, jestem taka cudowna, że wszystkich zaczynam zastanawiać: Kim jest ta piękna i inteligentna kobieta?
  Gdy udałam głos Naruto i skonczyłam swoje zdanie, srebrnowłosy wybuchnął śmiechem i poklepał mnie po ramieniu.
 - Wiesz jak rozbawić człowieka. Hm, wydaje mi się, że Tsunade skończyła rozmowę, idziesz?
  Wstał z kamienia i podał mi rękę. Spojrzałam na nią i zamiast mu ją podać, sama wstałam i ruszyłam szybko do gabinetu Piątej. Obracając się w tył, uśmiechnęłam się do niego szeroko.
 - Idziesz, szafkowy?
 - Pewnie. - dodał, dorównując mi kroku.
***
 - Kruki szafiru... mają zacząć się szkolić. A więc, w ten sposób, ta trójka...
 - Dojdzie do prawdy. - dodał staruszek.
  Tsunade wbiła wzrok w ścianę, po czym wstała i podeszła do obrazu w ramce.
 - Minato, rozpoczął się wyścig. - powiedziała do portretu, po czym odwróciła się zamaszyście do ochroniarzy.
 - Wyślijcie listy po pozostałą dwójkę, cała Piątka Kruków stanie w księżycowym pyle, dnia dziewięćdziesiąt dziewiątego. Niebo,niedługo zaleje się ponownie szkarłatem...

-*-


Ohayo! Jezu, moi drodzy, znowu tragizuje. Rozdział nie podoba mi się kompletnie, jeszcze bardziej niż poprzedni. Nie umiem wrócić na swoje biegi, nie wiem jak wszystko włożyć w jeden rozdział i opisać to dość dobrze i normalnie. Wszystko powinno być na Picuś Glancuś, a tu gówienko. Mimo wszystko zapraszam, oraz dziękuję :) Ach! Zakochałam się w tym moi drodzy ! - Lee Hi - Rose :3 Posłuchajcie!
Baaajos!*^* Ach i przepraszam za błędy, tam ortograficzne, stylistyczne, literówki io sranie w banie inne. Z dedykacją dla czytających! :3 ach, aby wyjaśnić yaoi. Pojawi się, ale taki tylko o NaruSasu to oneshot, a jak coś tam będzie poważnego w rozdziałach to bd dawała uprzedzenie i jak ktoś nie bd chciał tego czytać to sobie przewinie :3

czwartek, 10 października 2013

WIELKIE HALO I WAŻNE INFORMACJE

Hello, Good Morning, czy po prostu nasze zwykłe Ohayoooo!~
Jezu, luedzie, nawet nie wiecie jak bardzo tęskniłam . Byłam w Londynie przez te pare dni, wróciłam mega zadowolona oraz, kupiłam to, czego pragnęłam najbardziej i znalazłam tylko takie sztuki, ale jestem w niebie i wgl... nfhhkbjfbdghkstfvgdvs!!!! *UUUUUUU*. Zastanawiacie się co to? Zdjęcia powinny być na dole.
  Nie zdążyłam napisać rozdziału 4, ponieważ brakło czasu. Jest już prawie piątek i zamierzam go napisać w weekend. Mam taki rozpierdol z nauką, że głowa pęka. Postaram się opisać dłuugi i ciekawy rozdział, oraz poznacie nową postać, która niedługo ukaże się w zakładce bohaterzy. Największym zdziwieniem i zachwytem, była liczba odwiedzin bloga oraz kolejny czytelnik, jezu, ludzie, zajebiście mocno wam dziękuję.
Zostałam nominowana do Blog coś tam XDDD jak bd miała czas to wszystko pozałatwiam. Ach, co do czytania rozdziałów, kochani moi, przeczytam wasze blogi jak znajdę wolny dzień i opiszę długo.Obiecuję!!!
żegnam i do następnego!





niedziela, 22 września 2013

Rozdział trzeci II ,,Zamierzone spojrzenia, w przypadkowych spotkaniach''

   Otworzyłam oczy, aby zaraz potem je natychmiast zamknąć, pod wpływem promieni słonecznych, które padały wprost na moją twarz. Z trudem podniosłam się i złapałam od razu za głowę, w celu powstrzymaniu bólu - marzenia. Ukłucie z tyłu głowy, świadczyło o tym,że za bardzo przesadziłam wczoraj z alkoholem. Jak to większość nazywała, miałam typowego kaca. Wszystko byłoby okey gdyby nie to, że byłam w samym szlafroku i znajdowałam się w jakiejś szafie...no bynajmniej było to dziwne, nie ukrywajmy.
 - Gdzie...Gdzie ja do cholery jestem? - wstałam już całkowicie z materacu i przybliżyłam się do szpary, przez którą wpadało słońce.
  Wyjrzałam przez ,,okno na świat'' i ujrzałam obce mi mieszkanie. Kawowe ściany, przestrzeń mało co zagospodarowana, kanapa, lampa i szafa z książkami. Jedyne co dawało znać, że mieszkanie posiada właściciela, który tutaj mieszka, były rzucone ciuchy na kanapę i pozostałości po jedzeniu. Westchnęłam i oparłam ze zmęczenia głowę o drewno. Był to bodajże salon, bo dalej było coś na podobieństwo przedpokoju, z którego dalej wychodziło się do kuchni. Cisza, która wypełniała mieszkanie, była podejrzanie podejrzana. Martwiło mnie jednak nadal to, że nie wiem gdzie jestem...i siedzę w szafie.
  I nic nie pamiętam.
 - Gdzie to jest? - nagle usłyszałam głos blisko szafy w której siedziałam i nagle ukazała mi się postać obok kanapy, która stanęła do mnie...a raczej do mebla, w którym siedziałam - tyłem.
  I był to dosyć ciekawy i kontrowersyjny widok.
  Wysoki mężczyzna, o dobrej posturze ciała, mlecznej cerze, oraz cały mokry stał szukając czegoś na kanapie. Jego srebrnowłosy połyskiwały w świetle, oraz wilgotne układały się na prawą stronę, będąc lekko postrzępione. Ciało, na którym spoczywały pozostawione kropelki wody, było rozpalone, bo aż od niego parowało...zapewne wyszedł spod gorącego prysznica. Jednak najbardziej co mnie zadziwiło, to brak jakiegokolwiek okrycia zewnętrznego...Stał CAŁY nagi.
  Pisnęłam i zakryłam usta natychmiast rękami. Jakoby stanął w ruchu, po czym oglądnął się w moją stronę. Wydawało mi się, że już mnie przejrzał, lecz jednak jakby nigdy nic, szukał czegoś dalej...wypinając swoje dwa zderzaki wprost naprzeciw mnie... Nie, żeby mi to przeszkadzało, ale do chuja Pana! ( Tsuu i Megu-nyan! Uwielbiam to określenie! :3 Od.Aut.) Ja go zupełnie nie znałam, poza tym...to było jakoś dziwnie krępujące.
  Nagle okrzyknął, że coś znalazł i złapał za jakąś szmatkę, którą następnie zawiązał sobie bodajże na twarzy...zupełnie gościa nie rozumiem, ale...
  No i? Jak myślicie, co się w tej chwili stało?
  Hm? Tak.
  Odwrócił się.
 - Kurwa mać, do jasnej cholery, co ty robisz w mojej szafie?! - krzyknął równie przerażony co ja, jednakże nie byłam na razie w stanie wymówić ani jednego słowa w tym momencie.
  Przed chwilą, w chwili gdy odwrócił się do mnie przodem, wyleciałam z szafy, upadając wprost na niego. Na szczęści Matki Boskiej Chwalebnej, upadłam trzy centymetry nad końcem jego brzucha, za co później odmówię pacierz i będę chwalić każdy dzień, chodząc dwa kroki,a potem klękając i czcząc me szczęście.
  Siedziałam na nim okrakiem, czerwona jak dorodna malina, spoglądając w jego oczy. W przypływie wspomnień z wczoraj i obrazu jego twarzy, dostałam kolejnego bólu głowy. Trzymałam dłonie na jego rozbudowanej klatce piersiowej, która szybko unosiła się do góry. Gdy powtórzył swoje pytanie, podskoczyłam i...moje szczęście Matki Boskiej Chwalebnej, szybko przeminęło.
 - Boże!
  Odskoczyłam od niego daleko, uderzając głową o szafę i znów, do niej weszłam, po gwizdnęłam mu wieszak i skierowałam na wprost srebrnowłosego.
 - Jakim prawem, paradujesz nago przed nieznaną Ci kobietą?! Jakim prawem jestem trzymana u Ciebie w szafie?! Co ja robię w ogóle w szafie?! Dlaczego patrzysz na mnie tak dziwnie?! Dlaczego się nie ubierzesz?! I do chuja weselnego, dlaczego Ci stanął i musiałam to poczuć?! - wykrzywiałam wszystkie pytanie...aż w końcu chyba podziałało.
  Odwrócił się do mnie tyłem i złapał coś w dłonie, po czym założył na siebie. Były to szerokie, czarne spodnie. Usiadł okrakiem na kanapie i skrzyżował ręce, po czym wbił wzrok na mnie. Opuściłam w końcu wieszak, jak i wzrok. Podrapałam się w tył głowy, po czym przysłuchiwałam się niepokojącej ciszy. A raczej, niepokojącemu odgłosu mojego serca, które bardzo dziwnie reagowało na odgłos jego oddechu. Uniosłam w końcu wzrok i spojrzałam wprost na niego.
 - Na spokojnie, wyjaśnijmy coś sobie. Ja najpierw odpowiem na Twoje pytania, a później ty, na moje. Zgoda? - powiedział to bardzo spokojnie, a wręcz za spokojnie.
 - Zgoda.
 - ,,Paraduję nago'', bo to moje mieszkanie, a jeżeli moje to mogę robić w nim co zechcę. W dodatku, żyłem w niewiedzy, że niejaka ,,Kasumi, która upiła wczoraj mojego ucznia'', śpi w mojej szafie... Nie trzymam Ciebie w szafie, sama się trzymasz. - w tej chwili otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na niego jak głupia - Nie rób takiej miny, taka prawda. Nie wiem co robisz w szafie, chyba śpisz. Dlaczego w szlafroku - przyspieszę twoje pytanie - tego też nie wiem. Nie patrzę na ciebie dziwnie, patrzę normalnie. Co do pytania ostatniego... Tak, odpowiem Ci. Jestem facetem, jak myślisz, jakbyś zareagowała na kobietę, w szlafroku, która na Ciebie wypadła i upadła w znaczące miejsce?
  Ucichłam.
  Nie wiedziałam co odpowiedzieć, w każdych odpowiedziach miał rację. Zadziwiające, ale nawet gdyby kłamał, to przyznałabym mu racje. Miał tak doskonałą barwę głosu, która sprawiała iż dreszcze pokryły całe moje ciało. Spuściłam znów wzrok w dół i zsunęłam nogi w dół.
 - Odpowiedziałem na Twoje pytania, teraz Ty, odpowiesz na moje.
  Ta jego władczość w głosie, sprawiała iż miałam ochotę po prostu mu się oddać...za co chciałam po prostu się uderzyć w twarz.
 - Jeżeli spytałaś się mnie w większości o to, co ja chciałem się Ciebie spytać, to dochodzę do wniosku, że ty także nie wiesz co tu robisz. Nadal zadziwiające jest co ty robisz w tej szafie i jak w niej wylądowałaś, ale to zostawmy na razie. Najbardziej mnie ciekawi to, czy cokolwiek pamiętasz z wczoraj i jak tu dotarłaś, jeżeli wiesz.
  Westchnęłam i podeszłam do niego bliżej, po czym usiadłam na podłodze naprzeciwko niego. Postanowiłam mu odpowiedzieć, chociaż na te dwa pytania, tyle co wiem.
  A więc.
 - Nie wiem .
  To było to co wiedziałam, więcej nic nie mogłam powiedzieć...tak myślę...
 - To znaczy? To jest odpowiedź na dwa pytania? - spytał się mnie na spokojnie, po czym poprawił swoje wilgotne włosy.
 - Co mam Ci powiedzieć, skoro sama nic nie wiem? Gdybym wiedziała, uwierz, nie zwlekałabym i odpowiedziałabym Ci. Mogę co nieco odpowiedzieć, na pytanie, co niby pamiętam... Pamiętam, że faktycznie byłam z Twoim uczniem na sake i na ramenie, ale go nie upiłam, co to to nie. Nie upijam nieletnich, jeśli już to oni sami siebie upijają. Potem chyba spotkaliśmy Ciebie no i..film się urwał wraz z tym, jak wypaliłam z ogórkami. Swoją drogą, to były nor...
 - Tak, były normalne - wyprzedził mnie - Nie kupuję wibrujących zabawek o kształcie warzyw (Czy aby na pewno Kakashi? :3 Od.Aut.). Skoro nie wiesz nic, a ja też nic nie wiem, to...
  Nagle coś huknęło. Zdziwiona popatrzyłam jak z kuchni wylatuje szarawy dym, po czym jeszcze bardziej zdziwiona ujrzałam niesforne blond włosy.
 - Naruto! - krzyknęłam, wstając z podłogi po czym podbiegłam do niebieskookiego, słysząc ciche westchnięcie jego nauczyciela. - Co ty tu robisz?! I...I dlaczego jesteś cały umaziany jakimś dziwnym smarem?
 - Kasumi-chan! No bo wczoraj wredny Kakashi-sensei odszedł zostawiając Ciebie uchlaną - Ugh, Naruto, jesteś niezwykle szczery - a mnie z Tobą, no i poszedł sobie do domu. No a ja nie miałem kluczy do mieszkania, to polazłem za nim, biorąc cudem Ciebie na ramiona i wszedłem przez piwnice do niego. No i nie wiem jakim cudem wepchnąłem Cię do szafy, bo usłyszałem jak Kakashi-sensei wychodzi spod prysznica, a sam uciekłem do kuchni. No i chyba wszyscy zasnęliśmy. No a potem obudziłem się w kominie...
  Stałam jak zamurowana, słuchając wyjaśnień Naruto, po czym padłam na krzesło obok nie dowierzając.
 - A więc to ty wpakowałeś się do mojego mieszkania, z tą oto kobietą? - podszedł do nas Hatake, po czym oparł się o ścianę. - Masz jaja, Naruto. A wiesz może dlaczego ona jest w szlafroku?
 - ,,Ona'', ma imię. - wtrąciłam się między ich rozmowę, zabijając wzrokiem przemądrzałego srebrnowłosego.
 - Kasumi. - dodał, nie spoglądając na mnie zupełnie.
 - Cóż, tego nie jestem pewien, ale w szafie leżał szlafrok...może jakimś cudem go na siebie włożyła. Ja jej w to nie przebierałem. - usprawiedliwiał się uczeń.
 - Dobra! Mam dosyć tych pytań i nieznanych nam odpowiedzi! - krzyknęłam, po czym ruszyłam do drzwi. - Dzięki za gościnność w szafie, cześć!
  No i wypaliłam tak w samym szlafroku do ludzi, wściekła jak osa, potrącając wszystkich po drodze. Po piętnastu minutach, nie wiem jakim cudem, trafiłam do biura Hokage, która już tam była. Pomimo ochroniarzy, weszłam sprawnie do niej i stanęłam na środku biura, tupiąc  nogą.
 - Dasz wiarę, że spałam w szafie u nieznanego mi faceta który zaraz potem wylazł mi całkiem nago, na powitanie?!
 - Domyślam się, słońce. Sasuke mnie o wszystkim powiadomił.
 - Kurwa, kolejne coś czego nie wiem, lub nie znam?! Kim do cholery jest Sasuke?! - podeszłam szybko do jej biurka i uklękłam naprzeciwko niego i załamałam ręce. No maści los!
 - Sasuke, uspokój się Kasumi. Opowiadałam ci milion razy o Sasuke, Naruto, Sakurze. Drużynie siedem. Nie pytaj się mnie, o coś co wiesz i wróć w końcu do normalności, bo mi zaraz rozniesiesz Konohe. - powiedziała spokojnie, nalewając mi herbaty i podsuwając mi ją pod samą brodę.
  Tak. Miała rację, wybuchłam całkiem niepotrzebnie. Wiedziałam kim był Sasuke, ale skąd wiedział, co się stało?Poza tym, faktycznie, muszę się uspokoić.
 - Gdybyś wylądowała u kogo innego, niż Kakashi, to natychmiast bym cię odebrał, jednakże, jemu ufam.
  Żyłka zapulsowała mi na czole i omal znowu nie poderwałam się ze wściekłością i jadem do góry.
 - Nie mówmy, o tym powalonym dziadzie, który przechowywał mnie w szafie.
  Tsunade parsknęła śmiechem, po czym wstała i obeszła biurko, aby potem usiąść naprzeciw mnie, popijając herbatke.
 - W szafie mówisz? No cóż, dziwne miejsce spania ma. A możesz mi wyjaśnić dlaczego paradujesz w samym szlafroku?
 - O dziwo - chrząknęłam - mam pod spodem ubrania, według przypuszczeń Naruto, sama na siebie ten szlafrok założyłam. Nie wiem jakim cudem. Ale jedno Ci mogę przysiąść! Nigdy już tam nie wrócę, nigdy już nie pójdę do jego domu!
 - Oj, kochanie. Ty jeszcze milion razy będziesz u niego w domu, a zapewne i też milion razy będziesz spała u niego w szafie - zakończyła, uśmiechając się i sącząc miodową ciecz.
***
  Idąc przez Konohę, w białej sukience i rozpuszczonych włosach, wzdychałam co chwilę wspominając dzisiejsze wydarzenia. Kto by się spodziewał, że trafię w pierwszą noc po moim wyjściu, do obcego mi faceta i będę nocowała u niego w szafie. To nie jest tyle co śmieszne, co przerażające.
  Trzymając w ręku kamelie, zawędrowałam do pobliskiej księgarni.
 - Dzień Dobry - przywitałam się, wchodząc do pustego pomieszczenia. Rozglądnęłam się, po czym gdy uznałam, że mimo wszystko mogę wejść, bo właściciel zaraz przyjdzie, obeszłam wystawy.
  Po takich gatunkach jak kryminał, humor, fantastyka i sztuki walki, dotarłam do romansów.
 - A Dzień Dobry! - usłyszał donośny, chłopięcy głos, po czym w podskoku poderwałam się od podłoża w prawą stronę, prawie uderzając głową o regały - Czego piękna Pani potrzebuje?
  Mym oczom ukazał się wysoki blondyn, z wygolonymi włosami po bokach, a za to burzą fal na czubku głowy, które miały chyba przypominać jeża. Zielone oczy przeszywały na wskroś moje ciało, co nie za bardzo mi się podobało. Mimo jego przystojnego i elfiego uroku, nie dałabym mu dwudziestki, wyglądał na młodego kobieciarza. Nie lubiłam takich. Moją uwagę zwracali raczej mężczyźni z krwi i kości, umięśnieni racz chudzi, z niskim głosem, z poczuciem humoru, z przenikliwym spojrzeniem, męskim stylem, oraz bijącą od takiego faceta odpowiedzialnością za kobietę...Coś na wzór Hata...
  Skarciłam się w myślach i szybko wybiłam sobie tę myśl z głowy. Uniosłam ponownie wzrok na sprzedawcę i uśmiechnęłam się miło do chłopaka.
 - Cóż, nic specjalnego nie poszukuję. Przyszłam po prostu się rozejrzeć, a skoro już Pan tu jest, jest może coś na wzór książki ,, Ognista purpura'' Hakaru Mogakiego?
 - A jaki to gatunek, jeżeli można wiedzieć?
  Ech, skoro się o to pyta, to nawet nie będzie wiedział co mi polecić i weźmie pierwszą lepszą. Westchnęłam. Mimo wszystko, odpowiedziałam mu.
 - Kryminał-romans.
  Uśmiechnął się głupio, po czym ruszył do innych regałów i zaczął niby czegoś szukać. Pokazywał mi różne książki, które już dawno przeczytałam i ni w kurczaczka były podobne do Ognistej Purpury. Uśmiechałam się, pomimo głupoty chłopaka, słuchając go odważnie. Czekałam, aż w końcu skończy. Nawet już na niego nie patrzyłam, tylko spoglądałam na obraz za szklanymi oknami. Nagle poczułam ciepły oddech, który opatulał moją szyję. Wzdrygnęłam się, po czym poczułam jak dreszcze zajmują całe moje ciało.
 - Do ,,Ognistej Purpury'', podobna jest ,,Azjatycka arystokratka'' autorstwa Iku Fukami, ucznia Hakaru. - odwróciłam się szybko i mój wzrok padł wprost na tęczówkę, o kolorze smoły, która przebijała mój umysł i moje myśli. Mój wzrok powędrował na zakryte usta ciemną bawełną, ale mogłam dokładnie zaobserwować niezwykle pociągający zarys jego warg. Bicie mojego serca przyspieszyło, a ja próbowałam wejść znów na właściwą orbitę, a nie na tą, na której się znajdowałam, czyli ,,Kim jestem?Gdzie jestem?'' - Na tym samym poziomie, godna polecenia. A to co Pan, Pani pokazuje to zupełna inna historia, pisana innym językiem.
  Blondyn, który pokazywał mi książki mordował spojrzeniem Kakashiego, a ja w końcu mogłam wydusić jakieś słowo.
 - T-to ja może wezmę... - już miałam na końcu języka książkę, którą mi polecał, jednak dziwnie zmieniłam zdanie w ostatniej chwili - nic. Właśnie, tak. Na dzisiaj podziękuję. Do widzenia!
  Obróciłam się szybko na pięcie i wyszłam w tempie błyskawicznym ze sklepu. Gdy znalazłam się za rogiem, dopiero odetchnęłam na spokojnie.
- Co to było...jezu...
 - Hej! Sasuke, co ty odpierdalasz?!
  Obejrzałam się natychmiastowo w tył, po czym zauważyłam wściekłego Naruto, który trzymał za koszulę Sasuke. Stanęłam zdziwiona, po czym gdy Naruto uderzył w twarz ciemnowłosego chłopaka, a potem odszedł jeszcze bardziej podbuzowany, bez żadnego zastanowienia, skierowałam się biegiem do leżącego chłopaka.
  Naruto...Co ty wyrabiasz...
_*_
Hej..kochani, jestem masakrycznie niezadowolona z tego rozdziału.Nawet nie chce mi się go sprawdzać, pisałam na szybko. Przepraszam za błędy i za rozdział. Mimo wszystko mam nadzieję, że wam się spodoba. Następny, obiecuję, będzie lepszy!!! I dłuższy i wgl! Sorry raz jeszcze, za taki zastój. Co do waszych blogów, postaram się szybko odwiedzić i przeczytać, większość już przeczytałam, ale po prostu nie chce mi się opisywać, bo nie chce tak od dupy, ale sie rozpisać. :) Dzięki i sayo! *^*

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział drugi II ,,Zapamiętana twarz, w niepamiętającym umyśle''

- Kakashi Hatake...kopiujący ninja, mówisz... Jaką ma rangę?
- Jest Jouninem, naprawdę silnym i inteligentnym, pomimo pozorów jakie stwarza jego codzienne zachowanie. - rzekła spokojnie, lecz jakoby z nutką przejęcia w głosie - z wszystkich ninja, jemu i jeszcze trzem innym ludziom, ufam najbardziej. Kakashi mimo wszystko, choć tego nie ukazuje, chciałby chwili spokoju i kogoś kto by go wysłuchał, przeżył naprawdę wiele. Pomimo tak wielkiego bagażu życiowego, jeszcze nie spotkał kogoś, komu mógłby zaufać aż tak, że otworzyłby przed nim swoje serce.
  Zamyślona zacisnęłam palce na herbacie w czerwonym kubku i znów powróciłam do obserowowania mimiki twarzy Tsunade.
 - Więc mówisz, że jest ninją wartym uwagi?
 - Na pewno.

  Gorące krople wody spływały po moim ciele, zatrzymując się na twarzy i na policzkach. Zamknęłam oczy i ujęłam słuchawkę od prysznica w swoje dłonie i ustawiłam ją mniej więcej 10 cm nad swoją głową, na uchwycie, i przechwyciłam szampon. Rozsmarowując na włosach szampon o gęstej konsystencji w kolorze burgundu, oraz zachwycając się wspaniałym zapachem granatu wraz z grejpfrutem, westchnęłam cicho. Po wczorajszej rozmowie z Tsunade, zasnęłam jak zabita, spałam tylko dwie godziny, ale mimo wszystko był to najlepszy sen jaki mogłam mieć. Nie śniło mi się to co zawsze, a miłe bodajże wspomnienie, uśmiechającego się staruszka, który podawał mi zaśmiany mochi z anko.
   Na samo wspomnienie snu, uśmiechnęłam się pod prysznicem szeroko, po czym wróciłam do przemyśleń.
 - Kakashi...Hatake. - wymówiłam, otwierając oczy pod wodą i obserwowałam ściekający szampon po moim ciele.
  Z tego co opowiadała mi piąta Hokage, można było się nim zainteresować, bez żadnych późniejszych załamań typu ,,nudny człowiek''. Mimo to, w jej głosie było coś ostrzegawczego, oraz coś na postać lęku. To pierwsze mogę szczerze zrozumieć, bo jeżeli jest tak silny i tajemniczy, to powinnam się za bardzo nie wychylać za ,,granicę prywatności'', jednakże o co miałaby sie bać? Nie znałam go, a więc moje życie nie jest z nim związane w żadnym calu, a jeżeli ma już być, to nastąpi to w późniejszych dniach, jeżeli go poznam. Poza tym! Kakashi Hatake, to na pewno gbur, o cielsku słonia, z przetłuszczonymi włosami, oraz dwoma tatuażami na ramionach (Od Aut. - ...), który potrafi wymachiwać dłońmi i o dziwo wykonuje jakieś silne pieczęcie. No i na pewno śmierdzi, oraz jest cholernym zbokiem, który czyta po nocach pornole, z psychopatycznym wyrazem twarzy. No, jakoś tak. Coś w ten deseń. Nieważne jaki by nie był, nie boję się go!
  Westchnęłam.
- Kogo ja oszukuję? - spytałam sama siebie, wychodząc z kabiny.
  Bałam się nie tylko jego, ale i wszystkich z wioski. Nie miałam z nikim kontaktu te dwadzieścia lat, oprócz Tsunade i Minato. Minato nie ma...a więc już pozostała mi tylko ona, piąta Hokage. Z jednej strony, jest to całkiem ,,fajne'', bo mieć po swojej stronie tak ważną osobę, to już jest coś, a z drugiej... mogę być postrzegana jako pupileczek i ,,zaprzyjaźnię się z nią, bo to podopieczna Hokage''. Tego nie chcę.
  Zawinęłam się w ręcznik i wyszłam z łazienki. Miałam jeszcze trochę czasu, zanim odbierze mnie Tsunade. Weszłam do swojego pokoju i ujrzałam pozostawione rzeczy na moim łóżku. Podchodząc, zaśmiałam się cicho, spostrzegając odznakę świadczącą o mojej randze. Opaska była taka taka jak wszystkich, ciemno szara,chociaż gdy ją zawiązałam na czole, opasając głowę, jej dalsza część ciągnęła się aż za moje pośladki. Zapewne, niedługo sobie ją skrócę, bo będzie mi przeszkadzała. Tsunade mówiła, iż mój strój dostanę za parę dni, a teraz mam się ubrać w to co ona przygotowała. Zdałam się na nią i byłam zadowolona. Szerokie czarne spodnie, a do tego purpurowa bluzka z biszkoptowymi zawijasami i sakurą, w postaci krótkiego kimona i ciemno-szary pas podkreślający talię. Do tego otrzymałam skórzane buty. Gdy strój się ubrało, wyglądało się naprawdę dobrze, nie ukazywał zbyt wiele (Oprócz dosyć dużego dekoltu, który był sprawką Tsunade) co było ważne. Sprawę dekoltu załatwiłam powpychaniem materiału dokładnie w szeroki pas i w końcu wyglądałam normalnie. Nie miałam ochoty pokazywać biustu, przynajmniej nie dla wszystkich. Lekko jeszcze wilgotne włosy, spięłam w wysokiego kucyka, który po spięciu sięgał mi długo za łopatki. Uśmiechając się sama do siebie, zeszłam na dół i ruszyłam do kuchni.
- Ubrana?
- Hm? - Odwróciłam się w stronę korytarza, w którym nagle pojawiła się Tsunade, uśmiechając się szeroko
- Taka piękna...ale jedno mi nie pasuje! Dlaczego zakryłaś swoją wyższą część ciała - wskazała na moją klatkę piersiową, wtykając w moją bluzkę palec. Patrząc na nią podejrzliwie, podskoczyłam na palcach i cofnęłam się w tył.- Hm?
 - Nie uważam, aby było mi to potrzebne - spostrzegając jak się do mnie przybliża i wyciąga swe dłonie, przebiegłam szybko koło niej, chwytając za klamke od drzwi - Won od moich cycków, Tsunade-sama!
  Śmiejąc się,  poczekałam aż zasmucona Hokage podejdzie do mnie i otworzy drzwi,a potem pierwsza wyjdzie z domu. Gdy w końcu to zrobiła, zamknęłam oczy i wyszłam na ganek. Poczułam letni podmuch wiatru na swojej twarzy, a płatki kwiatu wiśni znalazły sobie miejsce w moich włosach i na spodniach. Kierując się w stronę Tsunade, nadal się uśmiechałam. To uczucie, nie było takie jak dla zamkniętych księżniczek w wieży. Ja się różniłam tym, że wychodziłam od czasu do czasu na ćwiczenia, jednak na odległość pół kilometra z towarzyszącym mi jednym z nauczycieli;Minato lub Tsunade. Mimo wszystko, dzisiaj uczucie,które towarzyszyło z wyjściem na dwór, było inne. Powietrze, kwiaty i drzewa, niebo,trawa, odgłosy zwierząt - wszystko to pałało tą innością, jakoby magią.
 - Kochanie, rozumiem, że jest to ważny dla Ciebie dzień i zachwycasz się wszystkim dookoła, ale mam ważną sprawę do załatwienia, a więc pośpieszmy się. - rzekła miłym głosem.
 - Idę!

~||~

  Wchodząc główną bramą, zauważyłam pilnujących porządku ninja, którzy gdy zobaczyli Panią Hokage, od razu się wyprostowali i odpowiedzieli jej na przywitanie. Gdy przeszłyśmy obok nich, słyszałam ich szepty, oraz czułam ich wzrok na sobie. Nie dziwiłam się jakoś specjalnie. Podziwiałam wioskę, która zachwycała swoim ,,spokojem'' i tą miłą atmosferą.
 - I jak?
  Popatrzyłam na towarzyszkę i uśmiechnęłam się w jej stronę szeroko.
 - Bardzo mi się podoba!
 - Hmm, no jasne! Zawsze powtarzałaś, że Konoha to wspaniałe miejsce! - powiedziała beztrosko, jednak ja nic nie zrozumiałam. Jak ,,zawsze powtarzałam''? Przecież jestem tutaj pierwszy raz, mimo wszystko.
 -  Ale...
  Nagle zbladła. Zauważyłam jak zaciska mocno wargi, a potem wypuszcza ciężko powietrze, a potem obdarzyła mnie dziwnym uśmiechem.
 - Nie ważne! Pomijając! Dasz sobie sama radę? Wiesz jestem tego zdania, że najlepiej jest poznać miasto samemu, trochę się poszwendać. Konoha nie jest aż tak dużą wioską, jaką się wydaje - zmieniła sprytnie temat - A i tak jakbyś się zgubiła, wszędzie Cię znajdę, tylko będziesz musiała odrobinę na mnie poczekać. Jak coś, możesz się kogoś popytać co i jak. Powiedz kto jest twoim nauczycielem, to na pewno Ci bez względu na wszystko pomogą! - puściła mi oczko i odeszła ode mnie dwa kroki, stając obok jakiejś tablicy.
- Dobrze, jednak...No dobra. Ale kiedy się spotkamy, skoro widzę, że już musisz lecieć? - spytałam się, poszukując odpowiedniej drogi, którą się pokieruję gdy już ode mnie odejdzie. Westchnęłam.
 - Spotkamy się za parę godzin, nie będziesz się tu nudziła. Znajdę Cię jakoś, no to bywam! - mówiąc to, skoczyła na tablicę, a zaraz potem ujrzałam ją w górze, aby potem podziwiać jej piękne, długie skoki po dachach. Śmiejąc się z zaistniałej sytuacji, która dziwnie mnie rozbawiła, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam jedną z zaludnionych dróg.
  Oglądałam dokładnie wszystkie sklepy, co chwilę przystając przy jakiejś wystawie. Wszyscy  namawiali mnie do kupna owoców, warzyw czy też, pomimo mojego zdziwienia, do ,,wibrujących'' zabawek przypominających warzywa (Od Aut.: Nie wiem dlaczego, ale chyba zrobię Konohę wioską zboczuchów +_+), na szczęście takie wystawy, widywałam w ciemnych uliczkach, nie na wzgląd dzieci. Chociaż, kto to tam wie. Wibrujące warzywa? Nie, dziękuję. Jak można zrobić coś takiego na wzgląd ogórka czy...jezu, nie.
  Próbując wybić sobie z głowy te rzeczy, skręciłam w prawo i dotarłam do malutkiego parku. Był zadbany, to było widać. Ludzi, których mijałam, często powitałam uśmiechem, który od czasu do czasu mi odwzajemniano. Usiadłam samotnie na drewnianej ławeczce i zdjęłam gumkę z włosów. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się uczuciem wiatru we włosach, oraz zapachem świeżych kamelii. Wszystko byłoby idealne, może i ktoś by do mnie podszedł i mogłabym nawiązać znajomość...Gdyby nie TEN GŁOS.
  Głos dzieci.
 - Dzieci! - poderwałam się z ławki, niczym szalona psychopatka, która uciekła z psychiatryka po siedemdziesięciu dwóch latach.
  Usłyszałam ten dziecięcy śmiech, ujrzałam szczęśliwy uśmiech, oraz biegające szkraby po parku z zabawkami. Zapach dziecięcej wolności, unosiła się w powietrzu, przyprawiając mnie o dreszcze. (Od Aut.: Czyżbym robiła z niej serio psycholkę? O.o miała lubić tylko małe dzieci, a nie mieć hopla na ich punkcie...ale cóż) Podchodząc powoli do małych pięknot, uśmiechałam się szeroko...za szeroko. Mogłam w końcu dopaść (O.A. - . . . ) te ślicznoty, a nie, tylko się im przypatrywać. No słodka szyszeczko, one są takie cudowne!
  Wyciągnęłam ku im ręce, a gdy jedno z dzieci się odwróciło,a ja już miałam je wszystko złapać, a potem zacząć tarmosić i się nimi zachwycać, krzyknęło.
- Majo!
  Wszystko wróciło do normy, a moje serce zabiło mocniej. Moje źrenice powiększyły się o trzy centymetry. Zawiał wiatr, a moje dobre samopoczucie, zniknęło wraz z tym słowem. Poczułam jak zimny dreszcz obezwładnia moje ciało, a powoli zaczynam upadać na kolana. Spojrzenia dzieci, nie były tylko takie, który widziałam po raz kolejny w moim życiu, ale o dziwo i zdziwione. Złapałam się za głowę i uklękłam, kładąc głowę na ziemi i zamykając powieki. Ścisnęłam swoje dłonie w pięści, wściekła i zrozpaczona. Zaczęła pobolewać mnie głowa, a przed oczami, nie widziałam już ziemi, ale ciemność.
  - Majo!Majo! 
  - Patrzcie, jaka okropna! Mama kazała mi się od niej trzymać z daleka, podobno ma okropną moc i jest niemiła! Też tak uczyńcie! - skuliłam się mocniej.
Zatkanie sobie uszu rękami, nic nie pomogło. Nadal to słyszałam. 
 -Majo!Majo! Jesteś taka okropna! - głupie, niszczące mnie śmiechy - Oczywiście, że będziemy trzymać się od niej z daleka! Podobno jej rodzice przez nią zginą! 
  Otworzenie szeroko oczu, wrzask i leżące ciała moich rówieśników, obok mnie i zwijających się z bólu i strachu...Dlaczego? 
  Wszystko zaczęło powoli wracać, a z ciemności słyszałam wydobywający się dzięcięcy głos. Świat znów wrócił, jednakże wspomnienie nie. Jedno ze wspomnień, które pamiętałam, choć nie chciałam.
 - One-san?
  Znów ten sam głos. Zdębiałam. To był głos tego chłopczyka, który wcześniej nazwał mnie czarownicą. Uniosłam szybko zszokowana głowę i popatrzyłam na zdziwione dzieci przede mną.
- Fukumi-kun! - krzyknęła wściekła dziewczynka z dwoma kucykami zawiązanych żółtymi wstążkami, zdzielając ,,Fukumiego'' po głowie - I widzisz?! One-san teraz przez Ciebie płacze! Przeproś  ją!
  Patrzyłam na całe wydarzenie niezwykle zdziwiona i wybita z całej sytuacji. Co się dzieje?...
 - O...One-san...Prze-Przepraszam. - zamilkł na chwilę, po czym ścisnął mocno powieki i spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem - Naprawdę, przepraszam! Tak serio, to nie jesteś Majo i nawet tak nie wyglądasz,ale wystraszyłem się gdy podbiegłaś do nas z tak wyciągniętymi rękami,a twoje włosy latały w powietrzu no i miałaś dziwne oczy... Przepraszam! Naprawdę to nie uważam Cię wcale, a wcale za Majo! Nie płacz już! - spuścił po tym głowę, zaciskając zęby. Wydawało mi się, że zbierało mu się na płacz.
  Zdębiałam całkowicie. Wybili mnie z pantałyku. Otworzyłam szerzej oczy, a gdy zrozumiałam co się dzieje, nagle, dałam upust złym emocją i zaśmiałam się. To co było kiedyś, nie musi się zdarzyć ponownie, a dzieci nie wystraszyły się mnie, nie wiedziały o mnie nic, bały się tylko mojego ,,zachwytu'' nimi. Poderwałam się lekko z klęczków i złapałam małego chłopca, przyciągając do siebie i mocno go tuląc.
  Czułam się tak jakoś lekko, a słowa małego chłopca dodały ciepłu mojemu sercu. Całe zło minęło.
 - Och, ja również przepraszam! A ty mały - pstryknęłam go w nos - nie masz za co przepraszać! To ja źle zareagowałam, bo kiedyś...to było kiedyś! - zaśmiałam się, karcąc siebie w myślach - A jeszcze musisz wiedzieć, że bardzo lubię takie małe, słodkie dzieci jak wy, więc musiałam się z wami przywitać!
  Otarłam mu jego spływające łzy i uśmiechnęłam się do pozostałej dwójki małych dzieci. Tamta dziewczynka, która zbeształa chłopca, obdarzyła mnie dużym uśmiechem. Miała czerwoną sukieneczkę i kasztanowe włosy, obok niej stał kolejny chłopiec podobny bardzo do niej. Musieli być rodzeństwem.
 - Jak się nazywacie? - spytałam szczerze zaciekawiona, z ledwością puszczając chłopca i próbując się powstrzymać od ,,chorych zachowań''.
 - To jest Fukumi-kun, a ja to Ami. - uświadomiła mnie kasztanowo włosa, po czym wskazała na trzeciego - A to jest mój brat, Kai.
  Zachichotałam i poczochrałam pozostałą dwójkę po włosach. / Tak! Dotknęłam ich!!! (D.O.Jezu...)
 - Rzeczywiście! Jesteście bardzo podobni! A tyś...Kai, tak? Co taki naburmuszony?
  Spytałam się jej brata, patrząc na niego uważnie. Zaraz po moim pytaniu, jego policzku nabrały odcieniu purpury.
- No bo Fukumi-kun sprawił, że taka ładna One-san zaczęła płakać! Takie ładne One-san nie mogą płakać!
  Gdy zdziwiona spojrzałam na tego, na którego był zły, wybuchnęłam gromkim śmiechem. Również czerwony Fukumi-kun, zaczął stawać do walki ze swoim przyjacielem, a więc wystawiłam pomiędzy nich dłonie, nadal parskając śmiechem.
- Ale Kai-chan, musisz zrozumieć, że twój przyjaciel powiedział to całkiem nieumyślnie, a ja się nie gniewam! To nie jego wina! No a wracając do ważniejszych spraw, jesteście tutaj sami?
 - Rodzice poszli nam kupić lody, One-san! - zakomunikowała Ami-chan. Puściłam jej oczko i zaczęłam dalej z nimi rozmawiać.
 - No to mam nadzieję, że lody bedą wam smakowały, a ja będę już pędzić, bo wasza One-san ma kilka ważnych spraw do załatwienia! Jak przykładowo, wielka walka ze smokiem i szukanie zaginionego kapcia po rowach! (Ciekawe zajęcie, z drugiej strony.) - rzekłam dumna ze swojego pomysłu i wstałam, otrzepując się z ziemii.
 - Będziesz walczyć ze smokieem?! - krzyknęła cała trójka, po czym dopadła moje nogi, dzięki czemu straciłam troszkę poczucie równowagi.
 - T-tak. Wiedziałam, że biedny laczek w rowie was nie zainteresuje, a to durne smoczysko tak...Ale cóż!
 - One-san, idziemy z Tobą!
  Zaśmiałam się głośno i pogroziłam im palcem, po czym gdy mnie puścili zaczęłam kierować się w stronę wyjścia z parku.
 - Niestety, nie możecie moi drodzy! On jest groźny! A teraz lecę ratować laczka z rowu! Do zobaczenia!
  Pomachali mi na koniec, przekrzykując każdy siebie. Śmiejąc się, wskoczyłam na drzewo i ruszyłam jak prawdziwy ninja. No, w końcu byłam już Chuuninem!

~||~

  Zbliżał się późny wieczór, a ja byłam na tyle zmęczona i głodna, że nawet nie patrzyłam gdzie idę, tylko szłam za smacznymi zapachami. Nie ma to, jak udawanie psa lvl. 10. Wzdychając od czasu, do czasu, przypatrywałam się spacerującym ludziom po wiosce. Gdzieniegdzie widziałam zakochane pary, albo samotnych kawalerów, czy też całą rodzinę (Na ten widok przystawałam i kryłam się w beczce, aby szpiegować te małe i śliczne istoty...No...Dopóki potem nie zauważyła mnie stara sprzedawczyni i nie dostałam od niej bęcków za każdym razem, gdy chciałam nachodzić dzieci od tyłu.Przecież nie jestem pedofilem Q_Q - Od.Aut. Yhym, Pewnie. Tak,tak Kasumi, wierzymy Ci.). Nagle znalazłam się dziwnym sposobem w restauracji, która bodajże podawała...
 - RAMEN! - krzyknęłam na całą restaurację, wzbudzając zainteresowanie pozostałych klientów.
  Usiadłam przy ladzie, naprzeciwko zdziwionego kucharza. Wyszczerzyłam się tak, że zaczęły mnie boleć policzki, ale nie podziałało to i nie zakończyło mojego wielkiego entuzjazmu.
 - DA PAN RAMEN!!!
  Nagle starszy już kucharz zaśmiał się głośno, tak, że przyprawy na ladzie zatrzęsły się, a pod nogami poczułam jakoby falę małego trzęsienia. No cóż, gdyby to był mój śmiech, ale ten prawdziwy...Restauracja zapewne poszłaby z dymem. Ech...
 - Jezu! Panienko moja droga~! Już myślałem, że to Naruto! Ale zdziwił mnie ten kobiecy głos, tak więc już miałem się pytać ,,Hej, Naruto! Czyżbyś zastosował 'Sexy no jutsu'?'', jednak w porę się odwróciłem i zobaczyłem taką piękną i zapewne nową tu panienkę! Na pewno dogadałabyś się z Naruto, który z resztą lada chwila, powinien tu być, bo niedługo wrócą z misji..Hmm... - rzekł starzec, szykując już dla mnie gorący i pyszny ramen, a gdy dostałam już moje upragnione danie i osłabły moje emocje, zaczęłam z nim rozmawiać. 
 - Naruto? Czyli kto?
  Nagle zapadła cisza w całej restauracji, a  jedynym dźwiękiem w sali, było wsysanie makaronu przeze mnie.
  Kucharz nagle wybuchł śmiechem i usiadł na swoim stołeczku naprzeciwko mnie.
 - Chyba naprawdę jesteś nowa, skoro pytasz się o tego chłopaka i nic o nim nie wiesz.
 - Znaczy, nie nie. Źle się zapytałam. Wiem kto to jest, jednakże nic o nim praktycznie nie wiem, oprócz tego co mówiła mi Tsunade.
  Kucharz zrobił zdziwioną minę, po czym przybliżył się bliżej.
 - Jesteś z mistrzynią na ,,Ty''?
 - Oj, cóż. To dłuuuga historia! Ach, pyszny ramen! Dokładkę proszę!
  Staruszek zaśmiewając się pod nosem, przygotowywał kolejną porcję.
 - Naprawdę, Naruto by Cię pokochał.
  Uśmiechnęłam się pod nosem. Ta cała niewiedza o Naruto Uzumakim, była kłamstwem. Znałam go z opowieści Tsunade, wiedziałam kim był i co zrobił, czyim był synem. Jedyne czego nie wiedziałam, to jego wygląd, ale według Piątej z wyglądu przypominał bardzo ojca.
 - STARUSZKU, RAMEN RAZY PIĘĆ SZYKUJ!!! - nagle dopadł mnie chłopięcy głos, który rozprzestrzenił się po całej sali. Usłyszałam śmiechy z sali, a kucharz uśmiechnął się tylko pod nosem i spojrzał na mnie.
 - No i mamy głównego bohatera!
  ,,Główny bohater'' usiadł obok mnie. Obróciłam głowę w jego stronę, smakując drugą porcję ramenu i dosłownie wyplułam wszystko co miałam w buzi na stojącego kucharza.
 - Mój Boże! Min-... - wystrzeliłam, otwierając szeroko oczy. Powinnam iść spać, bo po całym dniu zaczynam miewać zwidy. Jednak, coś tam jeszcze główka pracowała. Ten niby ,,Minato'' różnił się od oryginału, choć można go było pomylić. A jednak, to był on. Ten sławny Naruto Uzumaki, no Minato! Przystojnego syna sobie wychowałeś! - Ty jesteś pewnie Naruto, tak?
 -O, nawet mówić nie musiałem! - dodał zaśmiany kucharz, wycierając się z ramenu, którym go oplułam.
  Blondyn spojrzał na mnie podejrzliwie, po czym wystrzelił swoją ręką na wprost mojej twarzy i obdarzył mnie szerokim uśmiechem. Odwzajemniłam mu tym samym i podałam mu rękę.
 - Naruto Uzumaki, we własnej osobie i świetlności! A ty to kto?
 - Kasumi Hagane, można powiedzieć, że dawna i teraz dopiero obecna mieszkanka tej wioski. - mrugnęłam do niego, a gdy dostał swój ramen, zaczęliśmy prowadzić rozmowę, rozkoszując się daniem.
 * godzinę później*
 - A więc przyjaźnisz się z babcią Tsunade!
 - Oj, zbeształaby Cię za to ,,babciu'' - zaśmiałam się, popijając sake,które zdążyłam zamówić i namówić młodego Uzumakiego, na jeden kubek - tak, można powiedzieć nawet, że mnie wychowuje i uczy.
 - Hmmm, myślałem, że babunia uczy tylko Sakurci, ale po niej to można się wszystkiego spodziewać! - popatrzył się na mnie wesołym wzrokiem, a na jego policzkach pojawiły się pierwsze rumieńce od alkoholu. - Uh! Mam nadzieję, że Kakashi-sensei mnie nie nakryje, myślisz, że czuć ode mnie sake?
  Zanim dotarło do mnie całe zdanie, a szczególnie jedno słowo, zdążyłam zamówić kolejny ramen i skończyć sake. Spojrzałam na niego zszokowana i tyknęłam go palcem w głowę, po czym przysiadłam się bliżej niego i założyłam nogę na nogę.
 - Mówisz, Kakashi-sensei. Opowiedz mi coś o nim,co?
  Popatrzył na mnie niepewnie, po czym uśmiechnął się do mnie.
 - No cóż, Kakashi-sensei jest naszym mistrzem, drużyny siedem, w którą wchodzą w skład ja, Sakurcia i Sasuke. Jest niezwykłym zboczuchem, który uwielbia czytać erotyczne książki, które wydał równie zboczony Jirayia-sensei, jak np.Eldorado Flirtujących. Jest to jego słabość. No cóż, co mam Ci jeszcze o nim powiedzieć...Ach! Zapomniałbym! Jest bardzo silny i w ogóle mistrz Kakashi, jest jakiś dziwny. Zazwyczaj zachowuje się jak wsiowaty jełop, a w walce jest niczym błyskawica. Serio! 
  Słuchałam tego uważnie, po czym westchnęłam. To wszystko, oprócz zboczonego fragmentu, dowiedziałam się od Tsunade, a co z wyglądem, charakterem...chciałam wiedzieć więcej, bo ten człowiek, dziwnie mnie zainteresował. 
 - Dokładkę! - krzyknęliśmy razem z Naruto, w tym samym momencie i wysunęliśmy miski w stronę zmęczonego kucharza. 
 - Dzieci, będę powoli zamykał, to już była wasza dziesiąta miska! Dosyć! Jutro też otwarte! 
  Zaskomliliśmy oboje, dzięki czemu dostaliśmy swoje jedenaste, lecz ostatnie już porcje ramen. Po zjedzeniu, zebraliśmy się z restauracji. Miałam plan, aby Naruto zaprowadził mnie tam, gdzie była Tsunade. Ledwo co trzymałam się na nogach, nie dość, że dzień był ciężki i dużo zwiedzałam, to jeszcze wypiłam całą butlę sakę. Na szczęście Naruto dałam tylko jedną szklankę, ale mimo to chłopak wydawał się jakoś dziwnie wstawiony... 
  Wychodząc z restauracji, wpadłam na czyjąś postać z zewnątrz, po czym upadłam plackiem na ziemię. 
 - Narutoooo, przecież szedłeś za mn-...
  Nagle uniosłam głowę i ujrzałam czyjąś postać za mgłą. Głowa znów zaczęła boleć, jednak jestem pewna, że nie z powodu alkoholu. Nagle obraz się wyostrzył i ujrzałam przed sobą wysokiego szarowłosego mężczyznę, z maską zasłaniającą pół twarzy. Widać było tylko jego jedno oko, ponieważ drugie zasłaniała opaska. Miał kurtkę, którą noszą Chuunini i Jounini, tak więc zdałam sobie sprawę, jaką ma rangę jako ninja.Chuuninem na pewno nie był, bo było wiele powodów, a więc zapewne był już Jouninem. Mimo tego, że nie mogłam ujrzeć dokładnie jego twarzy, wydawał mi się niezwykle przystojny i pociągający. Czknęłam, po czym próbowałam wstać. Znów ból. Złapałam się za głowę i zaklęłam pod nosem. 
 - Nic Pani nie jest? - usłyszałam jego głos. Jakbym już go gdzieś słyszała....
  Znów kolejne uderzenie bólu. Cofnęłam jego wyciągniętą dłoń i nagle ujrzałam przed sobą Naruto. 
 - Kasumi-chaaan! Co ty robisz na ziemi?! (Dop.Aut. A tak się tarzam, potarzasz się ze mną? XD) 
 - Naruto,uh. Po prostu wpadłam na tego Pana i...
  Blondyn odwrócił się i krzyknął z przerażenia.
 - Naruto...- wypowiedział jego imię szarowłosy. Coś mi tu nie grało. 
  Syn Minato stał jak sparaliżowany i nagle spojrzał na mnie, lekko się uśmiechając speszony.
 - Kasumi-san, poznaj mojego mistrza. Kakashi Hatake. 
  Spojrzałam na jego mistrza szeroko otwierając oczy, które przypominały pięciozłotówki. No chyba sobie żartujecie...
 - Ty...Ty jesteś... Kakashi Hatake? - wydukałam ledwo, patrząc na niego zszokowana. Miał być przecież grubym, wsiowym gnojem, wyglądającym jak pedofil na sterydach!!!
 - Dokładnie. A ty, ta która upiła mojego nieletniego ucznia, to? - zapytał oschle, ale także zdziwiony. 
  Już miałam mu odpowiedzieć, gdy wzrok padł na siatkę, którą trzymał w dłoni. Jeżeli określenie ,,pięciozłotówki'', określało tamto zdziwienie, to teraz musiałabym nazwać moje oczy nakrętkami rozmiaru XXL. 
 - WIBRUJĄCE OGÓRKI!!!AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

~*~

No więc koniec rozdziału drugiegoXDDD cóż, akcja na koniec, będzie początkiem trzeciego rozdziału XDD Co do tego rozdziału, to mogły się pojawić jakiekolwiek błędy, zła stylistyka, brak przecinków, nadmiar przecinków, literówki. Toczę akcję powoli, bo myślę, że na razie tak być powinno. Co do wibrujących warzyw i owoców na jarmarku XDDD Tak jakoś przeszło mi to na myśl i dodałam to do rozdziału. Kasumi, gdy zauważyła podobnego ogórka, co wtedy na wystawie, w reklamówce Kakashiego, straciła wiarę w ludzi XD ale to w następnym odcinku XD wyobraźcie sobie miny Kaszalota i Naruto, gdy takie coś wykrzyknęła na koniec :3 mam nadzieje że rozdział się wam podobał i wgl XDDDD Proszę o komentarze i wgl, rozdział dedykuje Karolinci kochanej i Megu-nyan! Dzięki kochane, że jesteście! Macie jakieś propozycje co do następnych spotkań Kasumi i Kaszalota? XDDD Pisać! No więc pozdrawiam i żegnam! Idam jeść zupki chińskie! *U*